| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Maria Konopnicka Nowele, Wiersze Z Teki Artura Grottgera: Wojna IntraText CT - Text |
|
|
|
|
X
- Na miejsca puste, na miejsca bezwodne Zawiedź mnie, jasna, a posadź mnie w ciszy! Niechaj przepaście obejmą mnie chłodne, Niech się pierś moja ciemności nadyszy, I tam mnie zawiedź, skąd słońce ucieka, Abym oblicza nie widział człowieka. Rzekłem, a pani moja, bardzo cicha I w tajnych myślach swoich pogrążona, Szła przeciw wiatru małemu, co wzdycha* W przydrożnych trawach, a miała ramiona Jak zwiędłe lilie, a oczy na niebie... I rzekłem: - Dozwól, a puść mnie od siebie.
Albowiem cięższe to jest, co zaznałem, Od grobowego na piersi kamienia, A dosiężony jestem w serce strzałem Takiej żałości, co w jady krew zmienia, A żywot sobiem zbrzydził...
Rzekła: - Mało Już drogi onej przed nami zostało. Bo nie jest wszystko tobie pokazanem, A tylko rąbek uchyleń zasłony, A świat się o to niech modli przed Panem, Aby choć jeden z was był naleziony, Który by całe piekło to obaczył I wrócił z drogi tej, i nie zrozpaczył.
Albowiem przyszłość ziarn swoich nie siewa Na polu ornym ani na ugorze, Ale na sercu, co jej się spodziewa... A ja wspomniawszy, com widział w tym dworze: - Zaprawdę - rzekłem - są krwawe jej ziarna, A rola ogniem spalona i czarna. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . A tam, gdzie z sobą mieliśmy te mowy, Leżał niewielki grodek, snadż w pośpiechu Opustoszały, jakby w czas morowy. A ci, co uszli, zostawili echu Dziwnie żałosne głosy, które drżały Wśród pustych domostw, jęk czyniąc niemały. A wszystkie one pogwałcone mury Przeciw nam w bramy zdawały się cisnąć, A stosy sprzętów, zrąbanych na wióry, Na czterech rogach rynku miały błysnąć Pożogą, która nie jest zwykłą klęską, Ale haniebną zemstą i niemęską.
A gdyśmy, idąc, odeszli niewiele Od tego miejsca, rozległy się dzwony Na starym, dosyć wyniosłym kościele, A świat się cały zdawał być ruszony Tym wielkim głosem żałości i trwogi, Który łkający był, a razem srogi.
Kościół sczerniały, lipami nakryty, Nad których zieleń błyskały z wież krzyże, Miał smukłe, pełne gniazd gołębich szczyty. A gdy tak nad nim rozbrzmiały te spiże, Zdawał się w niebo róść i iść przed nami Razem z tym jękiem dzwonów - błękitami.
A dzwon przed sobą powietrzne gnał kręgi, A ziemia pod nim jak pod grzmotem drżała, Aż gdy najwyższej dosięgną! potęgi, Nagły go zdławił huk, jakby huk działa... Pękła spiżowa pierś i tylko długo Serce zgrzytliwą jęków brzmiało fugą.
A wtedy stanął kościół oniemiony, Jakoby we mgle i w chmurach zawisnął, A ten krzyk trwogi, którym był niesiony, Na wzdychające echa się rozprysnął. I tylko dzwonnik martwy chwiał się w górze Na tym, którego nie chciał puścić, sznurze.
A pani moja, wejrzawszy na niego: - Oto się - rzecze - pozostał na straży Jak kruk powietrzny u gniazda swojego... A oto trup ten miastu gospodarzy I jest pustego grodu hospodynem... A on też patrzał na nią licem sinem.
A wtem z kościoła gwar buchnął i krzyki, I śmiech hulaszczy, rozpustny, i wrzawa, A między lipy, skąd pierzchły słowiki, Konie wodziła pijana czerniawa Obozującej wśród ognisk drużyny, A u drzwi w kozłach stały karabiny.
Zaczem my na próg weszli... Wielka nawa W łuki gotyckie sklepiona, sczerniała, Przez pół od ognisk rozpalonych krwawa, A przez połowę w grubym mroku stała, Podobna piekieł otwartej czeluści, . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . A jeśli kiedy Bóg na mnie dopuści Szatańskich widzeń mękę przed skonaniem Tak, jako o tym mówią ludzie starzy, Niechaj mi uszy napełni zgrzytaniem Wszystkich piekielnych mar, lecz niechaj twarzy Tych nie oglądam, które mi tam były Zjawione, bobym skonać nie miał siły. A to, co oczy moje tam widziały, Nigdy nie będzie nikomu wiadomem. To tylko powiem, że Chrystus sczerniały Głowę na krzyżu odwrócił ze sromem Od onej zgrozy i na pierś ją skłonił, I wielkie, krwawe łzy po licu ronił.
A wtedy ono ciche światło boże Zgasło nad czołem mojej Beatrycze ,1 zaszło, jako wieczorowe zorze... A ona, czarnym kirem swe oblicze Z głową nakrywszy, raz tylko westchnęła I z oczu moich zeszła, i zniknęła.
|
Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License |