I
"Bujno
rośnie, odludnie kwiat stepowy ginie;
I wzrok daleko, próżno błądzi po
równinie;
A w niezbędnej zgryzocie jeśli chcesz
osłody,
Chmurne na polu niebo i cierpkie jagody.
Idź raczej w piękne mirtów i cyprysów kraje
;
Co dzień w weselnej szacie u nich
słońce wstaje,
U nich w czystym powietrzu jaśniejsze wejrzenie
I głosy rozpieszczone, i rozkoszne tchnienie.
U nich wawrzyny rosną; i niebo pogodne,
I ziemia ubarwiona, i myśli swobodne.
A na kształtnych budowlach męże wieków
dawnych
Stoją w bieli - i pyszni z swoich imion sławnych,
Zapraszają z daleka w czarowne zwaliska;
Bogów i bohatyrów - pająków siedliska.
Tam, jeśli dawnych rzeczy myśl w tobie
głęboko,
Może, w ten śliczny błękit
wpatrzywszy twe oko.
Słodycz w rozpaczy znajdziesz i lubość
w żałobie,
Jak uśmiech ust kochanych w śmiertelnej
chorobie;
Ale na pola nie chodź, gdy serce zbolało;
Na równinie mogiły - więcej nie zostało
-
Resztę wiatr ukraiński rozdmuchał do
znaku -
To siedź w domu i słuchaj dumek o
kozaku."
"Moje młode pacholę, gdzież to ty
wędrujesz?
Czy z Ziemi Świętej wracasz, że tak
utyskujesz?"
"Oh! nie - ja wszystkim obcy wśrzód mojej
ojczyzny -
I Śmierć mi zostawiła czarne w
piersiach blizny -
I świata jadłem gorszkie, zatrute
kołacze -
To mnie ciężko na sercu i ja sobie
płaczę.
A kiedy się
rozśmieję - to jak za pokutę;
A kiedy
będę śpiewał - to na smutną nutę;
Bo w mojej
zwiędłej twarzy zamieszkała bladość.
Bo w mej
zdziczałej duszy wypleniono radość.
Bo wpływ mego
Anioła grób w blasku zobaczy."
"To
czegoż chcesz, pacholę?" - "Uciec od Rozpaczy."
|