IX
Dzielne było natarcie; tatarskie szwadrony,
Ich księżyce, bunczuki z końskimi ogony
,
Ich futra wywrócone, ogromne ich łuki,
Płeć śniada, wąsy zwisłe a
czarne jak kruki,
Ich nasępione rysy, przymrużone oczy,
W których śnie srogość zwierząt z
ludzką się jednoczy
Cały ten widok wreszcie, w dzikość
okazały -
Pożar - stepy wokoło - świszczące
już strzały -
Żadnego albo raczej jak z bodźców odzienie,
Takie na czuciach polskich zrobiły wrażenie.
Pędem burzy lecieli, lecz nim przyszło z
bliska
Ludziom ostrza się dotknąć, koniom
pyskiem pyska,
Gdy w półobręcz wpadali - wsławionym
prawidłem
Skrzydło tatarskie z tyłu zbiegało
się z skrzydłem:
"Alla hu!" - wrzasły hordy i
tysiączne roty
Na opasanych strute wypuściły groty.
"Hura!" - krzyknęła wiara i lotem
sokoła
Chmurę strzał przeszywała w
śrzodku tego koła.
Dochodzą, już dochodzą - zbitym w
rzędy tłumem -
Lasem dzid najeżonych - z hukiem, z trzaskiem, z
szumem;
Szczęk, krzyk, jęk, łoskot, wrzawa,
powstał kurz, a ściana
Przebitych bisurmanów wali się złamana.
Tratują ludzi konie; koncyrze , kopije
Kolą pod kopytami niewiernych jak żmije.
Zapał głowy ogarnął; stal
błyska; krew broczy;
Śmierć trudzi się, zdmuchując
wywrócone oczy!
Wszystko to chwilę trwało - bo z boków i w
tyle
Barbarzyńcy nastają w niezliczonej sile.
Czas ginąć hufcom polskim; młody wódz
je zbiera -
Zachęca ich - szykuje - obraca - naciera -
Dopiero mieszanina - każdy obskoczony,
Wirem męstwa na wszystkie wywija się strony,
Rąbie, sili, morduje z nieprzebraną
zgrają,
Jeden dziesięciu zwalczył, krocie nań
wpadają,
Stek zawziętego mnóstwa, okropne ich wrzaski,
Tuman zewsząd, a mieczów latających blaski!
|