Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Tadeus Micinski
W Mroku Gwiazd

IntraText CT - Text

  • NOCE POLARNE
Previous - Next

Click here to hide the links to concordance

NOCE POLARNE

 

"Oto nas dwoje na ogromnej pustyni,
więc nas Bóg pewnie słucha i na nas patrzy:
a jeśli o dobre rzeczy prosić go będziemy,
to nie opuści nas."
"I dziwił się Anhelli, że była spokojną
o przyszłość, popełniwszy niegdyś zbrodnię
wielką, a nawet krwią mając znamazane
ręce."

* * *

 

Jak zwiędłe liście czernią me kroki na śniegu,

Noc cicha, błękitna mimo chmur.

Błyskają ognie gdzieś z tamtego brzegu -

wśród gór.

Noc cicha - mimo chmur - mimo zawiei.

Noc twórcza. Patrzę uśmiechniony

w życie i śmierć. Jam brat Amaltei,

ale z niebiosów strącony.

Apollo - Helios - Agni -

więcej ma duszo - nie pragnij.

Noc cicha, twórcza - borów szumy -

nad morzem księżyc skrzy -

w głębinie widzę tumy

i wieże trzy.

Na czarnej wieży biją dzwony -

to człowiek pogrzebiony.

Na purpurowej groźne straże -

tam przeznaczenie każe.

W trzeciej - co zowie się królewska -

lampa niebieska -

to Ty!

* * *

 

W mym sercu baśni o jutrzence

i fantastyczne kwiaty szronu;

w mym sercu jakby echo dzwonu;

w mym sercu zakrwawione ręce

grają na strunach miesiąca

odwieczny ciemny

hymn.

Schodzę w labirynt podziemny -

u stóp mych morze się roztrąca.

GŁĘBINY DUCH

 

W żelaznych trumnach króle Tatry.

Noc - wicher i warczenie chmur.

Noc - głębia i błyskanie watry.

Z topieli pełznie okrwawiony Mór.

Na głębię! na głębię!

na serce morza pośród gór -

wśród skał lodowo - śnieżnych

wirują myśli jastrzębie -

duch rwie się do bezbrzeżnych krain.

Odbijam tratwę w mrok i patrzę w śmierci jamę

i tworzę nową pieśń, jak Jubalkain -

olbrzymów pieśń - umarłych bogów dramę -

olbrzymów pieśń - Wöluspa i Szachname.

 

Wichry! śnieżyce! mych szałów tabuny!

przepaście! bory! słuchacze mych dum!

w zatorach zemsty law kipiących szum -

serc potrzaskanych tajemnicze runy -

księżyce, gwiazdy - me bracia - me struny!

 

Azalim skald? posiadłem dar cierpienia.

Azalim król? któż większe ma przestworza?

tak Atlantyda rzucona w głąb morza

tysiącem kolumn błyszczy się i spienia.

 

Znam bogów brzask: zielone oceany,

w płomieniach zorzy lodowe katedry,

ryk mastodontów, paroście i cedry,

harf złotośpiewnych mistyczne peany

i demiurgów orszak zadumany.

 

Ponad górami, niby księżyc w pełni,

snuje me serce czarodziejską przęśl -

fiołkowy obłok u stóp mych się wełni -

a jezior szklanych zatopiona gęśl

gra wizje gwiazd -

- ja z uchylonej trumny

 

słucham - a wokół się walą kolumny -

i ziemia drży pode mną - i drży serce moje,

jak posąg, w miażdżonej świątyni -

a w chmurach pędzą skrwawieni heroje,

pytając mię o znak: śmierć na pustyni!

Nad górą świata, nad głębiami szczytów,

słyszę jęk matki, co mi serce rwie -

rzucam w jej łono pył aerolitów -

rzuciłbym słońce - lecz się łzami mglę.

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Z czarnych kryształów mój pałac - w gryfy lemury rżnięty -

gwiazdy przez witraż świecą zamarznięty.

Perły posadzką, w koralach namioty -

huczą nade mną gdzieś przeznaczeń młoty.

Myśl moja rzeźbi posągowe mary

[na Jowiszowym czole stygmat kary].

Po salach błądzę jako lew skrzydlaty

[echem grobowym wtórzą kazamaty].

W melodiach ciszy nie zadrga zasłona

[w trumnie z ołowiu ktoś jęczy i kona].

Mrok zimny pluszcze w spiżowe podwoje

[gwiazdy migocą w zmarzłe serce moje].

 

Zgrzytnęły dźwierze - pleśń i katakumba -

pochodnia krwawi napis: in haec tumba.

Wyrazy milkną, lecz połysk przelśniewa -

w trumnie z ołowiu glos żałobny śpiewa.

Chyłkiem się wije cień zamaskowany -

idę rozpacznie do ostatniej ściany.

Dotknąłem gwoździa - nisze się ozwarły -

padłem na progu, jak człowiek umarły.

Nieznana ręka podjęta mię z prochu -

widzę grób - lampę konającą w lochu.

Na stopniach klękam sarkofagu -

od blasków się źrenica mruży -

jak dwa płomyki białej róży

świecą dwie ręce zapalone -

dwie żywe ręce - jak przy Magu -

me serce żywcem pogrzebione.

I zaszlochały łzy w głębinie,

zamigotały skrzydła zmięte -

aniołów grają chóry święte -

w różanych widzę mgłach świątynię -

ale me serce już pęknięte -

już go tym rajem nie upoję -

anioły lecą ze mną w boje.

Precz! - i wydarłem złote miecze -

od przepaści moich progu

wara wam - i wara Bogu!

oto me serce człowiecze -

rubinowa tajemnica -

oto je rzucam w odmęty!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Jak czarna lecę błyskawica,

nad przepaściami słychać me tętenty.

A za mną śpiewa borów chór

i łkają dzwony zatopionych miast -

krwawi się serce morza pośród gór -

konają tęcze zdruzgotanych gwiazd -

hurra - tytany! w ręku piorun siny -

ten świat roztrącić - w głębiny! w głębiny!

NOKTURN

 

Las płaczących brzóz

śniegiem osypany,

pościnał mi mróz

moje tulipany.

Leży u mych stóp

konająca mewa -

patrzą na jej trup

zamyślone drzewa.

Śniegiem zmywam krew,

lecz jej nic nie zgłuszy -

słyszę dziwny śpiew

w czarnym zamku duszy.

UMARŁY ŚWIAT

 

Pokażę zamek wam nad czarną głębią,

zarosły w tamie, bluszcz i dziewięciornik -

pokażę duchów siedzibę jastrzębią,

wydartą przez mój miecz, a nie paciornik,

i pójdę z wami w śpiewne kurytarze -

podziemny znicz i piorun wam ukażę.

 

Królestwo moje na miedzianej turni

nad łez doliną w gradach i obłoku;

na skalnej zbroi śnią rycerze jurni,

kołysząc włócznie zielone w otoku -

nad hełmem szafir, gwiazdami usiany,

a pod pancerzem serce i wulkany.

 

Jałowcem pachną krzesanicy pola,

białe pustynne jak sybirski cmentarz -

wszystko tu wieczne, jak ból i niedola,

a choćbyś z pułkiem szedł, jak regimentarz,

widząc toń zimną i martwą jeziora,

poczujesz nagle w sercu szpon upiora.

 

Dni moje przeszły, jak cień - i nic w górze -

o Chryste - i Tyś minął - jestem dumny,

widząc zmierzch bogów - serce mam w marmurze,

a me tęsknoty zwarły się w kolumny

krwawych bazaltów... Nie dbam o bożyszcza -

z Walhalli mojej dymią mrok i zgliszcza.

 

Zwano mię Chrobry. Stalowe koncerze

biły jak hajnał w mego ducha dzwony,

mój róg na puszczach zwoływał rycerze

i rzewne w gajach straszył dziwożony,

gdym wiódł w urocze rzek leśnych zakręty

purpurą strojne, zdobyte okręty.

 

Obłok się we mnie wpił żelaznolicy

i głaz otulił, jak giezło grobowe.

Pamięć półsenną dawnej mam świątnicy,

kiedy się w tęczach ukazował Prowe

i pszczół pobrzękiem szumiały lewady -

pod rosochatym dębem wojsk obrady.

 

Lecz świat mój umarł. Błądzę nad wybrzeżem

wsłuchany w pomruk wilgotnych kamieni.

Mój róg - bez echa... Cisza mi pacierzem

była, a dziś już me serce rumieni.

Gram tryumf - wicher mi łka przez szczeliny -

gram wieszczby - miesiąc zakrwawia się siny.

 

Umarł... więc wichru i słońcu czarnemu,

które już złotych nie wyda owocy,

gram, - a hymnowi nie wyśpiewanemu

wtórują cienie nadgwieździstej Mocy...

Mój Bóg już umarł... w ogniu swe sztandary

palę: miłości, nadziei, wiary...

WIDMA

 

Płyną z mogił duchy białe,

jak męczonych ofiar dym -

i swe szpony zlodowiałe

zatapiają w sercu mym.

I powstaje niepożyta

rozoranej ziemi moc -

wicher świszczę, wicher zgrzyta,

to upiorów sądna noc.

Kto jesteście - biali króle -

co szeptacie w sercu mym?

wyją bomby, świszczą kule -

i z reduty płynie dym.

 

Jak ten żołnierz się krwawi... idź precz!

szubienica skrzypi i powiewa -

kto obróci w moim sercu miecz -

temu serce moje pieśń zaśpiewa.

 

Ha - coś tętni - karawan i grób -

ha, to jest - sędziego tron -

widzę - siedzi w gwiazdach On -

krwią bez głowy ściekający trup.

A dokoła groźny stanął huf -

zamarznięty na bezdrożach lud -

lśnią na barkach czarne pióra sów -

a na hełmach ich gwiazdy - jak cud.

 

I ugiąłem przed nim kolano -

i swą głowę złożyłem na pień -

wtem zapłakał mi tęczowy Cień:

czy miłością i ciebie zbłąkano?

 

Ja odrzekłem: wyleję swą krew

za ten jeden z mego serca śpiew -

za ten jeden z ręki Bożej cud -

za bijący w niebiosa grom - lud!

 

Lecz zahuczał przeraźliwy śmiech -

i na koniu poleciałem w cwał -

a spod kopyt rozpryskiwał grzech -

a na trąbie grał spiżowej - Szał.

 

I nie żądam już więcej aniołów -

nie podaję już siebie na zgon -

czuję - leci do mych oczodołów -

z czarnej ręki sypiący się szron.

 

I rozpędzam swego konia w cwał

i przelatam żywe groby w skok -

a na trąbie gra spiżowej Szał -

a gwiazdami osypuje - Mrok.

***

 

"Izali nad umarłymi cuda czynić będziesz?
Izali kto w grobie opowie miłość Twoją
i prawdę Twoją - w ziemi zapomnienia?"

 

Duch mój zamieszkał wyludnione miasta

i widmem nędzy przepala swe oczy -

duch mój gdzieś w dale bezimienne kroczy,

jak pogrzeb, wynoszący trędowatych z miasta.

 

Biją mi głucho popękane dzwony

i anioł ciemny prowadzi za sobą -

i jak biczownik, okryty żałobą,

płaczę - a w łzach mych biją nieszczęść dzwony.

 

W zmarzłej dolinie Cienia śmierci,

gdzie gwiazd migocą sarkofagi,

buduję sobie dół - i nagi

z płomieniem schodzę w cienie śmierci.

ZAMEK DUSZY

 

Ty u bram moich, wiekuisty Boże!

wszak władcą grobów jestem i pustyni -

nie władcą nawet, bo nieraz się korzę

przed cieniem cienia - i smutek mię czyni

bezwładnym, jako w krach zamarzło morze.

 

Ale racz wstąpić do skalnej wieżycy,

gdzie moje tygry wyściełam ajerem -

przed Tobą, królu, stanę bez przyłbicy

i miód wyniosę przedni - sercem szczerem -

sam jestem - Bór i Poświst moi służebnicy.

 

Jarzą gromnice nad umarłym ciałem

[z księgi mię żywych raczyłeś wymazać] -

i obdarzywszy czarodziejstwa szałem -

piekło mi każesz strącać, gwiazdy stwarzać

i jako harfą być - pod lodu zwałem...

 

O Miłościwy! Ty mi ciemne moce

na okręt życia-ś dał - w puszce Pandory

i serce moje - jak gwiaździstą procę,

rozwichrzasz duchem, co się rwie w przestwory,

a straż mi dzierżą głuche, zimne Moce.

 

Oto mi płacze i budzi się wiecznie

gość mój tajemny i więzień nieznany -

czasem, jak Helios, gra hymny słoneczne,

a czasem jęcząc jak żebrak złamany,

tuli się do nóg moich - niebezpiecznie!

 

Bo za jałmużnę łez - on dzikim śmiechem

wstrząsa kamienny sklep - i w milczeniu

skarg potępionych napełnia mię echem -

a twarzy jego nie widać w płomieniu -

a na Oliwnej Górze zwał go Chrystus - grzechem

 

I teraz czuję - siedzi za głową

Archanioł senny, co na krańcach ziemi

rozpostarł skrzydła i baśń lazurową

gra na organach palcami srebrnemi -

- - Miłość -

- i drugie niezgłębione słowo:

Śmierć.

 

Miałem się Bogu spowiadać - nie będę.

Niech serce leży w zimnej bazylice

osnute w marzeń królewską legendę

i w proch - dopóki zaszumią orlice

i tam uniosą, gdzie wszystko zdobędę!

 

wszystko! i Ciebie czarny Polifemie,

coś mi roztrzaskał maszt niedoli głazem - -

Serce jak wulkan w swoich ogniach drzemie,

zarosłe lilią i błękitnym ślazem -

buchnie - i krwią swą zaleje ziemię,

 

co u podnóża śni w jodeł tęsknocie,

jako słowiki - gdy osiądą groby.

Serce me tętni w głuchym grzmocie

i zasłuchane w płacz kamiennej Nioby,

gotowe bluźnić, że więdną stokrocie.

 

Niech więdną - kwiaty rozstrzępione morzem,

niechaj się więzień szalony uśmierca,

biegnąc puszcz wolnych lodowym bezdrożem -

niechaj me serce pęknie - lecz z Twojego serca

dobędę także jęk - tym ostrym nożem - -

Ona umarła - i nigdy nie wstanie -

Ona zaklęta - i nikt jej nie zbudzi -

rzuciłeś w zimny loch - na obłąkanie

Świętą, gdzie się zakrwawi i zbrudzi

i wyprze Ciebie, słysząc kurów pianie,

 

słysząc Judasza cekiny i Piłatową

sprawiedliwość Boga...

- - - - - - - Ty opuszczony

Starcze - błąkasz się w zamieć zimową,

a nicość bije w swoje czarne dzwony,

a piorun wije gniazdo nad Twą głową.

 

I tu przychodzisz - Twórco przeznaczenia -

[jak mnich wyklęty - na krańcach wioski -

do samotnego nędzarza - wśród cienia

żebrząc o węglik - w imię męki Boskiej...]

- - - - - - - - - - - -

odszedł, nade mną zwarły się sklepienia -

- - - - - - - - - - - -

Mroki, pochłońcie mię! wy mię zatopcie, głębiny

- - - - - - - - - - - -

On nad urwiskiem, osypany szronem

gwiazd - w zakrwawionem

przestworzu... O, przebacz nam winy,

jako my Tobie - błogosławim dzwonem

umarłych -

- - mających umrzeć tej godziny.

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Aniołowie grają hymn - serce moje płacze -

Aniołowie idą w dal - serce me przyklęka, -

i zostałem sam - gdzie grobowca pleśń -

słońca nigdy już - ni gwiazd nie zobaczę -

a prowadzi mię jakaś mściwa ręka -

a prowadzi mię - wiekuistny żal.

MSZA ŻAŁOBNA

 

Idę nad brzegiem zamarzłego morza

[o Matko Święta, zmiłuj się nad nami] -

wydęte - głuche - lodowe bezdroża

[o Matko Święta, zmiłuj się nad nami] -

z czarnych rozpadlin wylatuje śnieg -

i z dzikim świstem uderza na brzeg.

 

Tu skały groźne - tam oślizgłe jary -

kłębią się - wyją - na powietrzu mary;

wody rzegocą głucho pod stopami -

[o Matko Święta, zmiłuj się nad nami].

 

Ja niegdyś Roger - król Normanów -

z pychy sławiony i czarnego męstwa -

wielem dokonał przy woli szatanów,

wieże na gwiazdach budując i księstwa -

Choremu niosę grzechów odpuszczenie,

ale z mej duszy któż mię wyratuje?

słyszę w głębinach niepojęte drżenie -

morze swój kaftan szalonego pruje.

 

Na turni kościół, a w podziemiach blask -

słyszę anielski śpiew i lodów trzask.

Wejdę na chwilę pomodlić się Bogu -

wściekły mię wicher odtrąca od progu;

ale przez okno widzę złoty tron -

w światłach tęczuje mi lecący szron -

a w tęczach widzę rozśpiewany chór -

na tronie rycerz - mój pośmiertny wtór.

 

Włos czarny mu w połowie zakrył trupią twarz -

z sześciorga skrzydeł płynie krew do czasz.

Na harfie niemej gra - szatański zawtórzył śmiech

tej męce. Rzekłem: pieśń Twoja odpuszcza Ci grzech.

 

Z gór się olbrzymich bory łamały wśród łkań -

rzekłem: rycerzu, ty się zorzą stań.

Tysiące nad nim złotych rozbłysnęło piór,

księżyc, jak kielich czerwony wśród chmur.

Drzewa szły za nim - i krze - i ptastwo - i mogilny głaz -

i aniołowie w blasku swych nieziemnych kras -

i czarne smugi dziko rozkrakanych wron -

w pustym kościele ktoś uderzył w dzwon.

[O czarna męko moja, o morze - wyjące pod krami - !...]

rzekłem, odchodząc: duchy, pokój z wami.

 




Previous - Next

Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library

Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC
IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License