Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Tadeus Micinski
W Mroku Gwiazd

IntraText CT - Text

  • JUZ SWIT
Previous - Next

Click here to hide the links to concordance

JUŻ ŚWIT

 

"Krzyż tedy zawżdy nagotowany jest i wszędy cię czeka.
Nie możesz go się uchronić, dokądkolwiek ucieczesz,
bo gdziebyśkolwiek poszedł, samego siebie z sobą nosisz,
a samego siebie zawżdy najdziesz.
A jakoż ty inszej drogi szukasz, mimo tej królewskiej drogi,
która jest drogą krzyża świętego?"
(Nieznany)

"I obejrzał się duch jasny na wołanie dziecka i powracał leniwo
po złotej fali, wlekąc po niej końce skrzydeł obwisłych ze smutku".
(Anhelli)

Już świt... Purpury na niebie.

Już świt... Wciąż nocne straszą mary.

Sen to? czy zjaw? czy jakie czary?

dusza mogiłę własną grzebie.

Dusza ma blada z przerażenia,

jako te zimne mgły na polu,

dusza się lęka swego cienia -

ten cień - czerwony jak od bolu.

Ptaki się budzą - lecz ja słyszę -

coś w moim sercu łzami rosi -

w dół się przechylam, w wielką ciszę -

serce się moje w dal unosi -

serce się moje w dal wydziera -

i już się stroi w kij pątniczy,

w kamienną czarkę łzy swe zbiera,

gdy będzie konać - Bóg policzy.

[Tylko mi nie płacz - nie łam dłoni -

ze snów otrząśnij się złowrogich -

jest coś, co nas przed zgubą broni -

nas - i naszemu sercu drogich].

. . . . . . . . . . . . . . . .

Już Anioł chodzi między mgłami

i je owiewa skrzydły swemi

i tak uświęca, że nie plami

ich pył, ni ciężar smętnej ziemi.

Jako przejrzyste senne morze

fioletem lśniące i błękitem

falują mgły te po przestworze

srebrzysto-jasnem, złotolitem.

Nagle się mienią na różowo,

jakby od szczęścia zapłonione -

tak przenajświętsza Cię Królowo,

maluje serce rozmodlone:

w złoto-zielonej mgieł obręczy

ognista róża lśni szkarłatem,

rozwiewa skrzydła ponad światem -

raczej na światów gdzieś przełęczy.

Drzewa jak wyspy koralowe

zaczarowane, niepojęte -

obłoki, jak kadzidło święte,

czerwone wewnątrz i lilowe.

- - - - - - - - - - -

Słychać za szybą tuż brzęczenie -

to motyl rwie się do swobody -

leć - i poleciał na ogrody -

leć - i nieś słońcu pozdrowienie.

 

Słońce! Ty jesteś ziemi królem -

Boże! Ty jesteś świata słońcem -

Duszo! Ty jesteś bóstwa gońcem -

Serce! Ty jedno - wiecznym bólem.

* * *

 

Płyną ciche, srebrne łzy

i fioletów płynie żal

w nieskończoną ciemną dal -

pachną zwiędłe bzy -

to Ty, duszo? Ty!

 

W chmurach leci czarny ptak,

niesie w szponach krwawy plon -

- Czy to z Twoich dumnych łon

- wyrwany ten znak?

Tak, ma duszo, tak.

- Tyś mię zaklął w tęczy snów

- do tych szarych zimnych mglic -

- co masz mówić - prędko mów -

- łzy Ci płyną z lic -

Nic, ma duszo, nic.

* * *

 

Bądź zdrowa! [jak dziwnie brzmi dzwon!]

Bądź zdrowa! [lecą liście z drzewa...]

Bądź zdrowa! [miłość jest jak zgon...]

Bądź zdrowa! [wiatr złowrogi śpiewa...]

- Już nigdy! -

Rwie serce Twój płacz!

 

- Wydarł się z piersi niespodzianie,

- żegnam Cię: - trzeba - i Ty Boże racz -

- litości!... - -

W konie!... Chryste Panie.

PRZED BURZĄ

 

Tak... więc mi radzisz jedno - zapomnienie -

i przyjaźń dajesz miłosiernej siostry...

Wiem - obowiązek, przysięga, sumienie -

wiem - i nie żądam - wolę ja nóż ostry,

niźli łagodne czyśćcowe płomienie.

 

Już późno... wróćmy. O, jak zmienne, Lenko,

pogody świata - wiatr chmurzyska goni

i pędzi prosto - patrz - w Twoje okienko

podniebne, skryte w hiacynty i bluszcze -

i tam łzy drobne, rzęsiste uroni.

 

Czy wiesz? gdy drżący wicher w szyby pluszcze

mam dziwną pewność i dziwną obawę,

że tak sam jeden będę w dni szarawe

umierał... Nie myśl, że straszyć chcę zgonem -

poję się życiem, jak faun winogronem.

 

Otóż i dom Twój. Deszcz okrutny siecze.

Wszelka tragedia swą banalność wlecze.

Milczysz? wciąż milczysz... i oczy masz wbite

w szorstkie, zdeptane, brukowe kamienie -

ja wiem - tam czytasz napisy wyryte -

ja zgadnę:

"depce po nas przeznaczenie"...

 

Mej duszy osnowa,

którą ci składam na wieczność:

był ból i była konieczność

i Kain i grzech i Jehowa

i ducha śmiertelny głód -

a teraz wolność - i cud.

Widzisz bezgrzmotne błyskania?

piorun się w tej chmurze chowa.

Z płomiennej róży kochania

kto się skałą nie narodzi -

zginie w powodzi.

Śmiejesz się smutno - ciemne moje słowa...

trzeba zwyciężać... zwyciężać... bądź zdrowa.

ZOFIA CASANOVA (z hiszp.) SKARGI

 

Pod krzyżem zgięta - w mroku rozpaczy

na ostrych głazach dusza się krwawi

i swą Golgotę krwią serca znaczy...

czy już z tej męki nic nie wybawi?

Anioł, co strzeże przeznaczeń dróg -

- Tak, rzecze - Bóg!

 

Cios mnie oślepił, zgubiłam drogę,

rana zalewa wciąż oczy moje -

pośród ciemności kroczyć nie mogę -

i brak mi wsparcia - i tak się boję -

co robić. Panie? drżę, jako liść -

- Z miłością - iść.

 

Czyliż podobna wlec swoje życie

z okropną wizją ciągłej niedoli?

gadzinę myśli zatruwać skrycie

i wiecznie milczeć o tym, co boli -

gdy w uszach moich bez końca brzmi

marność mych dni...

 

Tak więc - wśród duszy osamotnienia,

gdzie każde tchnienie goryczą dysze -

jakiż, o Panie, dasz cud zbawienia,

aby się burza zmieniła w ciszę

i przestał jęczeć rozbity dzwon?

- Jedynie... zgon.

OGIEŃ

 

Samotny siedzę przy kominka blasku,

na ścianach drgają fantastyczne mary -

z bezdźwięcznym śmiechem w takt suchego trzasku

litanii słucham dusz - w łunach Ofiary.

 

Powoli smutek objął serce senne,

jak pająk muchę, w szarą swoją przędzę;

smutek tak wiotki, jako mgły wiosenne,

a tak bezbrzeżny, jako ludzkie nędze.

 

Łuczywo gaśnie - pokrwawione ściany

snują mi szeptem dziwne opowieści

"szedł w nocy młodzian z Chrystusem nieznany" -

a serce moje w okna mi szeleści.

 

Oh, zimno - czarno - źle -

wicher na polu dmie -

weź ono drzewko zmarznięte,

rzuć je do ognia - niech zgorze -

mój Boże!

a serce moje uczyń równie święte.

 

WILIA

 

Memu Ojcu.

 

On do mnie pisał list - mój synuś mały!

patrząc się w księżyc - na szrężodze szyby

pisał mi rączką, że już nadleciały

aniołki - Pan Jezus przyjdzie - łowią ryby -

złote lśnią gwiazdki...

- niech mój Tatuś wraca -

Mama jest chora - Tatuś caca -

mój Tatuś dusia...

Lecz pewno wstrzymały

chmury ten list, lub Anioł biały -

bo mi się nie wdarł promień w stalagmity

i nie oświetlił groty, łzami szumnej

i nie przypomniał, że gdzieś błękity -

i Bóg - i w moim sercu dwie Jego kolumny.

 

Raduj się duszo moja w Panu,

rozbłyśnij, jak zorza, w purpurze

i zamek słońcu na strzelistej górze

wybuduj - w dal od czarnego tumanu.

Choćbyś utracił wszechświat - nie stracone

nic - bo masz dwa. serca przelśnione

i na tych skrzydłach wylecisz wśród pieśni.

 

Tobie syneczku, - pisze Tatuś dusia,

że wróci - weźmie na rączki Jarusia

i będzie z Tobą zbierał fijołeczki

i będzie nucił piosneczki

o kwiatku, co się nie rozwinął wcześniéj -

- i Mama już płakać nie będzie...

 

Ale Cień groźny idzie za mną wszędzie

i nie wiem, kiedy mię wyzwoli

z tych mroków - Bóg.

* * *

 

Kiedy odejdę w dal

zostanie po mnie żal -

daremny będzie żal,

gdy płynąć muszę w dal.

 

Lecz tak się łączy żal

z moją tęsknotą w dal -

że patrzę w moją dal -

jako w bezbrzeżny żal.

SAMOBÓJCA

 

Biją w czaszkę, jak w dzwon, głuche grzmoty

i krwawa ręka pisze mi przekleństwo.

Ja wybierając los mój, wybrałem szaleństwo

i porzuciłem raj i zeszłem w czarne groty.

 

I płynę w mrok - i wiem, że oto zgasnę,

jako pęknięte słońce. W imię Ojca, Syna!

mam w sercu głaz, a tu głębina -

jam tułacz - ale będę miał królestwo własne.

 

Ta lufa zimna - lecz ogień gorący -

dobry to ogień, co ucisza serce -

na górach wschodzi blask błogosławiący

me wrogi i płaszcza królewskiego zdziercę.

 

Jako pelikan - krwi mojej żywicą

karmiłem - nicość! - a dzieci me z głodu

umarły - a moja Matka niewolnicą

obraca w żarnach krew i łzy narodu.

 

Wezmę mój pług - ja Piastów pogrobowiec -

ja dumny kneź - zaoram ziemię czarną -

i będą iskry iść - jak złote ziarno.

- A na Łomnicy - strzaskam z porfiru grobowiec

i wyjmę moje serce...

DUSZA W CZYŚĆCU

 

Umarłych cieniom i w gwiezdne kurhany,

składam urnę przetlonych pamiątek,

jakoby ciała umarłych dzieciątek.

Bo duch mój z ziemskiej jasności wygnany

wstecz się ogląda na rodzinne łany

i nim go śnieżne pochłoną zamieci

do chat się tuli, gdzie łuczyna świeci.

 

W umarłych święto, w jęki niepowrotne,

serce się moje nie czuje samotne.

 

Ach, pamiętam knieje, szumiące dokoła,

świegot ptastwa, ryk zwierza i dymiące sioła -

wonie traw pokoszonych i białe bociany,

lecące gdzieś z Indiów na mój dach żerdziany.

 

Dziś - pół świata zbłądziwszy na smętnym błąkaniu -

Tobie, coś moją młodość widziała w zaraniu -

Lipo cmentarna! Xieni pszczół i roju

duszyczek, co już doznały wiecznego spokoju -

pod cieniem Twoim, pod Twoją obroną

chciałbym złożyć duszę, jak falę znużoną

i lśnić w Twoich konarach zbłękitnionym niebem -

a męką moją, jak czarnym podzielić się chlebem

z oną Królową, co była duchów żywicielka -

a za Chrystusem zeszła w otchłań...

I teraz Cień jej błąka się w wichrowe noce,

a w oczach wypalonych szrężoga migoce

i jasność wielka.

 

Chciałbym pługiem rozorać krwawe sarkofagi

i z płomieniem - w królewski zejść grób -

i w krysztalny grać dzwon - i wziąć na ramiona

i nieść Bogu, oczy odemknie przelśniona

i zorzami rozbłyśnie jej trup -

i pokłonią się króle i myrrhę przyniosą jej magi

i przyjdzie Oblubieniec -

ze zbóż jasnych da wieniec -

a śmierć, jak suchy liść

odtrąci z Jej łona -

i wstanie zbłękitniona

i będzie ku nam iść.

 

Lecz za winy własne lub mojego rodu

na niwach spustoszonych umierając z głodu,

u źródeł jadem strutych konając z pragnienia,

to się spalam w pożarach, to marznę wśród cienia -

w rozpękłych górach lawy księżyca martwego.

 

Idzie wiejskie pacholę przed Maryi ołtarze -

niech Cię, moja dziecino, pychą Bóg nie karze -

i niech Cię odtąd Aniołowie strzegą.

Tu znamiona
światów obu:
Ciemność kona,
Anioł globu
wchodzi z grobu.
Już kry pękają w czarnej wodzie,
róże mistyczne w mym ogrodzie,
róże - gwiazdy -
w sercu mym dzwięczy chór aniołów,
w sercu się kruszy rdza i ołów -

 

miej łzy! miej łzy!
Z ofiarnych czasz
dymi się krew -
ach, Ojcze nasz
słyszysz ten śpiew ?
Przez mroków łan
wrzyna się pług -
z czerwonych pian
ognisty Bóg.
I runął grom
w mogilny tyn
i zadrżał dom -
wstał Boży Syn.
Na tęczach łąk
lilije w krąg -
na głębiach mórz
królestwo zórz...

 

Niewiasta klęcząca:

Czemu duchy płaczą,
błądząc pod jodłąmi?
niebiosa obaczą,
Boga z aniołami -
Alleluja...

Ziemia się wznosi
jak wonna tuja
w niebiosach buja -
skrzydła me rosi
łez Alleluja...

Śmierć z kosą:

Postawił mnie Pan
na szmaragdzie łąk
i do jasnych wód
wiedzie mój lud -
Alleluja...

 




Previous - Next

Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library

Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC
IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License