Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Tadeus Micinski
W Mroku Gwiazd

IntraText CT - Text

  • ZATOKA TECZ
Previous - Next

Click here to hide the links to concordance

ZATOKA TĘCZ

 

... wielki cyrk, który przekroczył ścianę
olbrzymich gór, otaczających Morze deszczów
- tworzy Sinus Iridium...
(Selenografia)

Księżyc: kto jesteś?
Dusza: ja jestem ty.
(Rigveda)

DROGA MLECZNA

 

Idę wśród gwiazd - i snów mych trybularzem

zimne stęgłe płanety rozżarzam w ognia kościoły.

Słowiki nucą radośnie,

by umrzeć w marzeń wiośnie -

ze swą kochanką wśród kwiatów

błądzić na przełęczy światów.

Płomień wybucha, szaleje - nad uczuć krwawym ołtarzem,

w tryumfującej pieśni konają z harfą anioły.

Ja Cię powiodę, mój młody

witeziu, na lepsze - na krwawsze gody:

Twój okręt wśród mgieł i zawiei

w kraj zórz popłynie Medei -

a tam w głębinach jej oczy -

zapomnisz, że krew dziatek broczy.

Hej maski! lodowym wśród gwiazd kurytarzem

w królewskich szatach - do uczty wesołej!

Ścigajmy lśniące

komet hurysy -

a jako lampy mdlejące

oświetlą nam miesiące

grobów cyprysy.

Z morza wyłowim barweny -

Tęczową śmierć Heliosa -

wam oddam bogów niebiosa -

mnie zamek martwej Gehenny.

Precz widma! zostawcie króla na jego pustyni -

sam jestem - w mroku się kłębią złe oczy Erynij -

ktoś ze mną czuwa -

ha, z gór się osuwa

czarny lodozwał -

sumienie!

MEDUZA

 

Z grot czarnych, które rzeźbi sen i obłąkanie,

z podziemi, gdzie wśród ognia żyje płaz -

potok łez moich w zamęcie i pianie

zapada w głuche bezdźwięczne otchłanie,

gdzie Bóg się wyparł nas.

 

Zębate wieże i skaliste grody,

księżyce krwawe, zatopione w mgle -

miraże świateł, lodowe ogrody

i widm okropnych wyjące narody,

co szarpią mnie.

 

Ty żyjesz w raju, ja mrę na Golgocie -

na kresach duszy, gdzie Magog i Gog -

grudę Twej ziemi rozbijam w tęsknocie,

by Twoich świątyń iskrzyły się krocie -

i pełznę w mrok.

 

Ja matka bogów - niosę Ciebie w łonie -

choć nad głową syczy wężów gniew

i patrzę w zimne ołowiane tonie,

serce mgłą krwawą jeszcze Ci wyzionie

łabędzi śpiew.

 

Bo Cię tak wielbię, żeś mnie bardzo zmęczył,

i smagał grzechem i pędził mnie wzwyż -

a nad przepaścią Anioł się roztęczył -

i gwiazd obłędem serce me uwieńczył -

i wzniósł na krzyż.

 

Własne królestwa rozwaliłam w gruzy,

by cię nie straszyć bezmiarem mych mąk -

ale się spojrzeć strzeż w lico Meduzy,

gdzie z obłąkanych oczu płyną czarne śluzy

na gwoździe rąk.

 

W zimnym Tartarze - ja posąg antyczny,

z torsem bez kolan i oczyma z dziur -

uśmiech na twarzy mojej sardoniczny,

a w piersiach źródło miłości mistycznej,

jak tęcza z chmur.

WYSPA GORGON

 

Wonny srebrzysty kwiat orchidei -

miłość zbłąkana w czarnej zawiei -

skrzydła rozpuścił nad nią krwawy sęp -

biedna królewna, gnijąca wśród kęp!...

 

Tęczami śniegu migoce ten kwiat,

ale się rdzawy w nim przesącza jad -

w słońca uściskach motyl drga leciuchno,

w mroku się jarzy zielonawe próchno.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- Wielu młodzianów legło u mych stóp -

mroźny, głęboki zapadał się grób -

księżyc się wznosi nad górą pustyni,

pałac samotny jak serce bogini.

 

Wśród nocnej ciszy miedziane Centaury

płyną w cieśninach i grają w litaury;

chrapliwym dźwiękiem swych poczwórnych płuc

świadczą, że kona ich z miłości wódz.

 

Syczącą głownię rzuciłam do nóg -

inny mię pojął - tam w podziemiach - bóg!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Centaurze młody, sercem obłąkany,

na dno kraterów zwiedli Cię szatany.

 

Wiatr zimnej nocy dworzec mój zapalił,

bór się w gałęziach opalonych żalił,

i poszłam w ciemność - czerwoną od łun

- - oczy objawień pełne i run.

 

Słońce, gdy skrzydła swe opuszcza w mrok,

tygrys raniony, gdy się pręży w skok -

taką ma krwawość i taki ma wzrok.

 

A śpiew na falach łamał się wśród burz.

 

- Tam, gdzie już słońce nie odwiedza krain,

- lecz harfiarz ciemny - starzec Wajnemain

- przyciąga z głębin ciche światło mórz -

- płynę wygnaniec, zabójca ojczyzny,

- [czasem mi tylko pachnie zagon żyzny]

- okręt steruję na złowrogi prąd,

- aby ominąć Gorgon śpiewnych ląd.

 

- Orki, Meduzy, czarne Kaszaloty,

- i wód miraże i tęczowe groty

- [fale mi szumią jakby pokos traw

- i śnię - mój dworzec z jodeł pośród raf].

 

- Na trąbie wodnej Norny mi zagrały

- okręt wirując poleciał na skały...

 

Gościu! Gorgony ty się boisz łon?

słuchaj, jak bije Ci wieczorny dzwon.

 

Tam nad jeziorem błękitnych lotosów

gwiazdę Twych natchnień przypnę do mych włosów -

kogo ja dotknę - ten nie wstanie już

z sennego łoża moich czarnych róż.

 

W jedwab Cię miękkiej otulę niewoli,

serce mi oddasz, które jeszcze boli -

słuchaj - rzuciłam je w świetlaną toń -

teraz na skrzydła moje pochyl skroń.

 

Hymn Twój poniesiesz umarłym narodom,

ja nieśmiertelną jestem, w śmierci młodą -

nie drżyj - to ramion moich tuli chłód -

na Eleuzyjskich polach jest Twój lud.

 

Zaklnę Cię w kamień i poświęcę bogom,

skrzydeł anielskich będziesz tlił pożogą,

patrząc na morza, nie czekaj nikogo,

wsłuchany w gwiazdy - idź Samotną Drogą.

 

Jam jest Gorgona, - kochanku mych łon -

słyszysz - wieczorny znów Ci zagrał dzwon.

 

Przy grobie Medyceuszów - W. Dyzmańskiemu.

KOCHANKOWIE BOGÓW

 

Tam - w noc gwiezdną wypłyniem! i będziem na falach

marzyć - nas dwoje; my Astarty

zbiegając świątyń - jak nurek na skałach rozdarty,

zaświecim perłą bólu w lesistych koralach.

 

Byłeś mi czarnym bóstwem, co krwi i ofiary

żąda, w roztęczy lśniąc się i opalach.

I Ty z Awernu przyzywałaś mary

i serca dumne ważyłaś na szalach.

 

Tam - w noc modrą - gdy fosforescencje

morza otoczą nas w pióra diamentów -

ziół księżycowych wypijem esencje

i jako ptaki z tonących okrętów

do tajemniczych wysp zlecim w ogrody,

pod berło Wieszczki cichej - wiecznie młodej.

IZIS

 

Purpurowe ciepłe słońce

zapadało w morza toń,

śląc w bezmiary złote gońce,

co pieściły moją skroń;

a ja leżę rozmarzona,

zasłuchana w szmery fal -

w głębiach płacze, w głębiach kona

miłość moja, duma, żal.

Oh, te czarne skał diamenty

poszarpały stopy me -

płyną dni me, jak okręty,

w coraz gęstszą zimną mgłę.

Wtem zadrżałam: w boskiej krasie

stał przede mną bóg -

tęcza była mu przy pasie,

księżyc obok nóg.

 

Jego oczy dwa szafiry

w ciemni moich grot -

szał mistyczny płynął z liry -

orłów gwiezdnych lot.

I ujrzałam w kolumnadzie

marmurowy dwór - -

ale cień się czarny kładzie

ode mnie - jak z chmur.

I poślubił moje łono

pośród Mlecznych Dróg -

pieśń mroków potępioną,

mocniejszą - niż bóg.

I on zgasnął - a ja płynę

z trupem u mych łon -

a pod łodzią mam głębinę,

gdzie gwiazd leci szron.

Wiem: przedrzekły mi Charyty,

przy dźwięku harf

Horus wzejdzie - syn kobiéty,

już pogromca larw.

* * *

 

O nocy cicha, nocy błękitna

u stóp Twych leżę, całując Cię -

warkoczy Twoich gąszcz aksamitna

po wzgórzach gwiezdnych w niebo się pnie.

 

Srebrzą się stawy, szumią potoki

i tylko serce w płomieniu burz -

idę w puszcz leśnych ciemne wyroki -

nocy błękitna - żegnam Cię już.

* * *

 

Moja tęsknota

do niewidzialnej kochanki,

jak lilia złota

marznąca w zimne ranki.

Lecz żaden duch z zaświatów

skrzydłami nie oprzędnie -

oh, tyle więdnie

kwiatów...

WODNE LILIE

 

Znam wszystko w życiu, co poznać jest warto:

puszcze i stepy, wulkany i morza -

znam drogi proste i kręte bezdroża,

a na Tarpei duszę rozdarto -

znam krwawe zemsty i proch przed kościołem

i bramę piekieł, na którą się wspiąłem.

 

Wierzyłem Panu. O i dzisiaj wierzę -

lecz Bóg mój nie jest już Bogiem zbawienia -

błąkam się w cichym podwórcu więzienia,

patrząc, jak walczą dwaj czarni szermierze

o czyjeś serce; patrząc w mgławicowe

światy - i starca wiecznego - Jehowę.

 

W pałacu lilii krąży bóg miłości -

złoto-zielony świetlak; nad jeziorem

latają jętki - w wonnem lazurowem

przestworzu, bo jabłoń dziś przyjmuje gości.

Lecz w kielich krople spadają goryczy -

węża zdeptałem - on zwinął się - syczy.

 

Pani K. Zielińskiej - chodząc nad stawem w Ż...

ANAMNEZIS

 

Kwiaty pną się tęczowe wśród kościołów milczących -

rosa w czarach się zbiera - kryształowych i lśniących.

Na szafirów ocean księżyc złoty wypłynął,

jęk się ozwał derkacza i za lasem gdzieś ginął.

Grają chóry aniołów - nie, to w sennych szuwarach -

korowody mar płyną - niosą ciało na marach.

I wstecz za się spojrzałem - na czarne kurhany,

lico widzę przecudne Pani mi nie znanéj.

"Czy pamiętasz? jak przy kolumnie Memnona

ty mię wziąłeś kapłankę w królewskie ramiona?"

- Ja Cię nie znam. -

"Z dolin Hiamawatu

uniosłeś mię - zapach błękitnego kwiatu".

- Nie pomnę. -

"A w czarnej Tartaryi

tyś mię nawrócił rycerz - do imienia Maryi".

- Nie wiem. -

"I jeszcze - ujrzałeś na balu

moje oczy - szafiry - stopione w opalu".

- I łódź moja płynęła w te zamarzłe morza -

dziś dbam więcej o rosę karmicielkę zboża,

niźli sny szczęścia. - - - - - - - - - - - - - - - - -

- - - - - - - - - - - - - - W chmurach żarzą się łyśnice,

jak pożar spalający wysp mych czarownicę.

- Przebacz! szepce mi jabłoń kwietna przetowłosa -

- przebacz nam! szepcą niwy, gwiazdy i niebiosa.

 

Karolowi Drac – (greek)

MINOTAUR

 

Śniłem sen dziwny: żeśmy klęczeli oboje

w kościelnym zmroczu lip -

a z rozsrebrzonych ołtarzy

sypał się kwiat - anielskich pełen twarzy -

a na powietrzu brzęczą złote roje.

 

I klęczeliśmy przed sobą oboje

i usta nasze spoiły się łzami

i nie było już świata przed nami -

i tylko jedna świętość: serce Twoje.

 

Ponad borami

krwawiło się zorze

i słychać szum!

tak chrzęszczą zbroje

lub do księżyca wzbierające morze,

a my słuchając, klęczymy oboje.

 

Potem - uniósłszy dłoń -

z licem płomiennym Ariadny

wwiodłaś mię w grobów zamkniętych podwoje,

a w głębi huczał Ten co mrokiem władny

i pod kopyta zabrał serc oboje.

 

I po wykutej z brązu wężownicy

przez gąszcza maków i modre powoje -

ciała nam złocił blask różanolicy

- to księżyc,

wschodząc - żegnał nas oboje.

 

I już na wieki - w kolumnowej sali -

pojrzałem w morskie lśniące oczy Twoje.

Jakby mię w grobie ziemią osypali,

uczułem wiew, co gasił serc oboje.

 

Ale się jeszcze roztliło zarzewiem,

osamotnione w głębiach serce moje.

...Jeziora białym okryte modrzewiem

i gór dymiących napowietrzne zwoje.

 

Wir mię unosił do skalistej groty,

gdzie króle w złotych maskach i heroje;

przez loch w sklepieniu widzę gwiazd obroty

- błyska mi oczu fosforycznych dwoje.

 

A były drżące, jak noc przed obłędem,

wicher w nich szalał, gniew i niepokoje.

Wbiłem miecz z rozpędem -

miedziana jękła pierś -

on błogosławił krwią swą

nas oboje:

- Ja

- duchy z głębin mroku

- wywiodłem, biorąc ból i wieczne znoje.

- Z gwiazd niedosiężnych

- umieram wyroku,

- aby rozpalić

- męką serc oboje.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Nad pustym błądzę brzegiem Acheronu,

gdzie z pęknięć

płyną law czerwonych zdroje.

I gwiazdom śpiewam hymn

podobny dzwonu.

A w dzwon ten bije śmierć.

Znów nas oboje -

ja -

i Śmierć.

 

Widzącemu umierających i zmartwychwstałych Dr. Krajewskimu.

Szpital Dzieciątka Jezus r. 1891

* * *

 

Powiało na mnie morze snów -

ruiny tajemnicze -

w sosnowych borach Anioł-nów

zapala krwawe znicze.

 

I już na głębie porwał mnie

błękitnym wichrem lśnień -

o Matko Boża - weź me dnie

za jeden wieszczy dzień.

 

A. Tyszce - amar despues de la muerte.

WITEŹ WŁAST

 

Wśród nocy głuchej zagrał dzwon,

nikt nie wie, skąd przychodzi on -

kościół zamknięty, proboszcz w śnie -

a cóż tam w mroku leci - mknie?

pogrzeb? lecz co te mary konne

znaczą - i jęki - i śpiewy studzwonne?

 

Zawrzyjmy drzwi i okna chat -

będzie to dżuma albo grad,

ale upiory gonią w las -

sznur niewidzialny wlecze nas -

i my za nimi - połą kryjąc

twarz - idziemy na wpół żyjąc.

 

Przez wądół leśny, grzęzaw ług,

gdzie się nie wrzynał nigdy pług,

przez bór, gdzie szumi skrzydłem strach,

jak dusze błędne idziem w snach.

 

Stare zamczysko, drzewiej gród,

ponoć olbrzymów byt tu lud -

czepia się mszały z głazem głaz -

płomień wybuchnął i zgasł.

 

O czymże gęślarz gra?

w ciemnościach zejdzie Bóg -

i w kim nie żywie skra -

ten się obali z nóg.

 

O, widzim otchłań już -

stoi w łachmanach król -

i krwią napełnia kruż -

może to lek? a może ból?

 

Na tronie Dziewa śni,

chochliki w wieńcach róż -

jak w one idziem dni

do Chrystusowych zórz.

 

Obudźcie, Panie, -

obudźcie z onych mar,

w których się dusze rwą,

gdy je skamieni czar.

 

I podchodzim mrący do zmarłej,

i całujem gnijącą dłoń -

sine wargi się bólem rozwarły,

a robaki żłobią jej skroń.

 

Odór - stęchlizna -

na sercu blizna -

żali mordercę? że w pokutnych

giezłach - do cieniów pielgrzymujem smutnych?

 

Czemu na czole mym krew?

a czemu w oczach Twych srom?

a czemu łamie się śpiew -

to w hymn, to w jęk - to w grom?

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Hej, hej! ze smoczych gniazd

wypełza czarny gad -

w koronie siedem gwiazd,

kwitnący wokół sad.

Dębowe grube pnie

żelazną łuską gnie,

płomieniem krwawym lśni -

krótkie człeka dni -

serce zamiera nam -

u śmierci stoim bram;

w sercu się mroczy grób,

węża jesteśmy łup.

Ni jak zmarznięte krzewiny

ścięte szronem -

prężą się lwie drużyny

przed zaskronem.

On jeden z wolna paszczę

zwraca w krąg -

i toczy nas, jak praszczę,

w mgliwie łąk.

I grają nam, jak skrzypki,

zielska pól -

wije się przy nas chybki

czarny ból.

tam gdzie w bagnach okno -

bez dna toń -

i gdzie rosiczki mokną,

łamiąc dłoń -

topią się i nurzają

duchów ćmy -

skrzypeczki śpiewne grają:

tęskne-śmy!

A duch w koronie gędzi

niemą pieśń -

i szlocha na krawędzi,

patrząc w pleśń.

I zepchnął go tam dłonią

Witeź Włast,

odziany złotą bronią

z klętych gwiazd.

 

I przeciw smoku dumnie

zagrał w dzwon -

a młoda pani w trumnie

krwawi szron.

A cały srebrem tkany

śpiżów król -

jak słońce - gdy tumany

kurzy z ról -

tak on roztęczył smoka

do chmur -

a noc szafirooka

schodzi z gór.

I tam na nieba morzu

skrzy się gad,

a my - jak na przestworzu

bujny kwiat.

A pieśń ogniami błyska -

wichrem wiar -

jakby przez uroczyska

wionął żar.

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Orły! niechaj wam ukażą szlaki w błękitach -

w lesie tur, w stepie sumaki -

a potoki na granitach,

a w morzu wiry Malsztromu -

a w chmurach - śpiew gromu.

 

Na poboju legło sto tysięcy

młodzianów -

każdy jęk - każda rana więcej

mówi niż mądrość brahmanów,

bo umierał wszechświat w każdym łonie,

a bóg - słońce szydziło na tronie.

 

Oto wyschły w posusze las dębów -

zapalę -

i tryśnie z ożywionych zrębów

ognia zachwyt, a nie żale -

kto się dotknie mego mroku -

wzleci jak Perkun w obłoku.

 

Ja nie będę wam grał pieśni smutnej,

o Cienie!

lecz dam tryumf dumny i okrutny,

co zawali błękitów sklepienie

i zdruzgoce -

waszych bogów tęskniące bezmoce.

 

I powiodę was w kraj zórz polarnych

z dźwiękiem rogów -

i zakrwawię u kamieni ofiarnych -

i przekuję was ludzi - w półbogów -

dziką pieśnią serca wam zachwycę -

a do ręki dam grom - i orlicę.

 

Ognie! niechaj was wśród mroków rozżarzą,

Ocean! niech was wichrami napoi -

jak archanioł z łańcuchem w gwiazd zbroi

zejdźmy się z Bogiem twarz z twarzą.

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

I cały ogromny lud -

jak w burzy lecący śnieg -

rwał się na szczyty gór -

w siedmio-płomieniu gwiazd.

 

Pamięci rycerskiej Sewera.

BOJAN

 

Patrz, mój synu - kry płyną wśród bezbrzeżnej rzeki -

nad nią drzewa z gałęzi obcięte - kaleki.

Patrz, mój synu - nie wody szumią, lecz pacierze -

nie kry płyną - lecz z sztandarów obdarci rycerze.

Nie kamienie - ale maski tam grabarzy -

nie jodłowych lasów drżenie -

lecz śpiew budzonych pod ziemią cmentarzy.

Nie sierpy dzwonią - ale noże -

nie mgły czernią - ale się wali na nas czarne morze.

 

Nie myśl, że Bóg nas rzucił wśród powodzi,

jako szczenięta. Przy Tobie dwa duchy dziewicze -

jedna Cię umarłego położy na znicze,

a druga Cię, jak matka na nowo odrodzi.

 

Jest Bóg maluczkich i tryumfatorów -

Bóg tajemnic nad niebem Twej duszy

i Bóg trzeci - okropny - Bóg pozorów -

i On hufcem najedzie i pod kopytami skruszy.

 

Ja stary umrę - a umarli rządzą

w ogrójcach życia, jako pasieczniki -

ptaki nie mają dróg - lecz nie błądzą -

dusza ma własne gwiazdy i tajniki -

a teraz idź, witeziu.




Previous - Next

Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library

Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC
IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License