Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Tadeus Micinski
W Mroku Gwiazd

IntraText CT - Text

  • KAIN
Previous - Next

Click here to show the links to concordance

KAIN

Wyszła mi z boru - w złocie warkoczy

z twarzą indyjskiej Bogarodzicy -

w błękitnych iskrach - w srebrnej przeźroczy -

nadksiężycowej wieszczka świątnicy...

Ach, rozkochały się w niej moje tęskne oczy -

ach, - i zabrzęczał łańcuch mej ciemnicy.

 

Jak wulkan krwawy w łonie Arymana,

jak Samum, gdy się wichrami rozuzda -

tak we mnie otchłań - gwiazdami przetkana

leciała w państwo słoneczne Ormuzda.

Ach, rozkochały się w niej moje tęskne oczy -

ach, i zabrzęczał łańcuch mej ciemnicy.

 

Nie wzbraniał mi jej smok, żelazna wieża,

zdradny labirynt ni królewskie ramię -

miłość zwycięży wszystko - wszystko złamie -

ale nie miłość drugą do pasterza.

 

Więc Śmierć przyzwałem - i śmierć odtąd żyje -

i wszechświat cały grobowcem przywarła -

- - - czuję mdły powiew - -

- - w oczeretach gnije - -

 

z tęsknoty - u nóg mych - umarła.

 

Na pustej trzcinie rozpiąłem jej włos -

nad śniącą rzeką schyliły się drzewa -

wiatr cicho płacze - ptak mogilny śpiewa -

to los mój - los!...

głębiny tajne pruć -

milczenia głuche mącić -

jako stracona łódź

od brzegu się odtrącić -

mieć gwiazdy - gwiazdy rzucić

i tylko piosnkę nucić -

to los mój - los!...

* * *

 

Magia mej duszy niechaj Cię wywoła

z zarzewia komet czy z mroku przepaści -

przyjdź - ustroimy w lotus nasze czoła

i gibkie ciała nasze nard namaści.

 

Pachną mi dziwnie Twoje złote włosy,

jak prześwietlone senne kłosy.

Twych oczu lazur, jak górskie jeziora,

w których się pławi czarna sykomora.

A Twoje usta, pachnące jak róże -

chłodne - jak płomień zaklęty w marmurze.

W ogrodach piersi kwitnące jabłonie,

jakoby księżyc w mgieł srebrnych oponie.

Biodra toczone ze słoniowej kości,

jako indyjska świątynia miłości.

 

O przyjdź - na liściach zwiędłych piszę

ten sen mój obłąkany -

rzucam je w strumień łez moich wezbrany -

niechaj w anielskie odpłyną zacisze - -

 

Ale mi włócznią swą miedzianą

potrząsasz - i groźna jak mrok -

rozdzierasz serce moje -

czarną pianą

dysze mi toń - ja pieczar tych smok -

weź moje skarby i Twe zimne serce -

opasz - niech błyszczy!

 

Szmaragd Ci wspomni te zielone łąki,

po których szliśmy strojni w asfodele -

rubin - czyśćcowe jeziora rozłąki -

i miłość, którą oddałaś w kościele

innemu - a diament - moje serce dumne,

stopione w ogniach i rzucone w trumnę.

Na czole Twoim płomień chryzolitów,

abyś widziała gwiazdy konające -

ortoklast zimny, smutny jak miesiące

zamrozi w oczach Twoich sen błękitów.

 

Ale ci jeszcze składam te szafiry

i perły jak chmury bezdomne,

i krwawej jaszmy obłąkane wiry -

na znak, że Ciebie nigdy nie zapomnę -

pierścień Ci włożę z mrocznych karbonatów,

bo się spotkamy - za progiem tych światów.

* * *

 

Kiedy Cię moje oplotą sny -

jak białe róże -

nie bój się kochać - ja - i ty

w nieba lazurze.

Ziemia, jak echo minionych dni,

grające w borze,

a nasze duchy wśród martwych pni

wieszają zorze.

Serce mi splatasz koroną gwiazd,

hymnem warkoczy -

pode mną góry, wieżyce miast -

nade mną - oczy.

Dziwnie się srebrzysz, aniele mój,

w tęczowym piórze -

fontanny szemrzą, gwiazd iskrzy rój

wonieją róże...

* * *

 

Jest serca kraj na modrej morza fali,

gdzie Centaur dzikiej poucza mądrości,

gdzie bór indyjskie rozwiesza wonności

i w wodospadach rzeka się krysztali.

Tam żyjesz Ty - i Bóg mi Cię zazdrości -

i weźmie Cię - gdy serce moje spali.

* * *

 

Błękitnym echem letniej żarzy,

szumem kwiecistych traw -

głęboko na dnie lśni i marzy

w czarze krateru staw.

 

Podziemnych duchów serce szklane

gra Bogu dziwną pieśń -

jak Anioł dumne, nieskalane

przez łzy ni pleśń.

 

Tu chciałbym marzyć w noc gwiaździstą,

na czole mieć Twą dłoń -

i zejść przed jutrznią w uroczystą

głęboką zimną toń.

 

Lecz wiem, że wznosząc nad anioły

rajów Ci oddam moc -

sam w głuche muszę iść padoły

w głęboką zimną noc.

* * *

 

Na księżycu czarnym wiszę

patrząc w gwiazd gasnących ciszę.

W mroku dumnym i bezgłośnym

ze strzaskaną harfą snów

płynę - szukam jej -

nie odnajdę już.

INFERNO

 

Wichry i dżdże - niebo od gromów rozdarte,

węże błyskawic i wycie szatanów -

duch mój zgnieciony głębią Oceanów

szyderstwem kłuje swą zastygłą wartę.

 

- Ha, Belfegorze! doli twej zazdroszczę,

bo ogień chłonąc, jak ptak nieśmiertelny -

światów gasnących bard, książę udzielny -

w Ławrach swych grzebiesz mar anielskich moszcze.

 

Skrzył fosforycznie, choć mróz lodowaty

ścinał me żyły. I wyciągnął skrzydło

i pot uronił na żelazne kraty -

syknęły z bólu - i pękły. Straszydło

wszponia się we mnie swym wzrokiem bez powiek

i szepce: masz mnie - jam twój skryty człowiek.

ANANKE

 

Gwiazdy wydały nade mną sąd:

- wieczną jest ciemność, wiecznym jest błąd.

- Ty budowniku nadgwiezdnych wież

- będziesz się tułał, jak dziki zwierz.

- zapadnie każdy pod tobą ląd -

- wśród ognia zmarzniesz - stlisz się jak lont.

 

A gwiazdom odparł królewski duch:

wam przeznaczono okrężny ruch,

mojej wolności dowodem błąd,

serce me dźwiga w głębinach ląd.

Poszumy płaczą mogilnych drzew,

lecz w barce życia płynie mój śpiew.

Ja budowniczy nadgwiezdnych miast

szydzę z rozpaczy gasnących gwiazd.

KALLYPSO

 

Oh, brylantowe iskry na czarnym szafirze

niebiosów - oh, serca mojego łabędzie...

grobowce straszą mnie, cyprysy w kirze,

a jego nie ma, nie będzie...

Lira mi pękła na grani ołtarza

gdybym chciała serce wypłakać swym śpiewem.

Na górach pali się wulkanów żarza,

jak kiedy leżał rozbitek pod drzewem.

W brązowej twarzy, okolonej mrokiem,

paliły się oczy straszliwe:

skrzydlate słońca gdzieś w jarze głębokim,

dumne, szalone, złe a razem tkliwe.

Raz - kiedy Centaur konał z mego noża -

(poznaję teraz - kara boża...)

 

Agralu! owoś pędził obłąkany

po kamienistych puszczach i uroczną pieśnią

zakląłeś gwiazdy, Kocytu szatany,

abym ja była z tych, co w mękach nie śnią,

powieki mając kleszczami obcięte -

dni moje - jako trawy zżęte...

Bóg mi się zjawiał w czerwonym piorunie,

za miłość moją darząc tron z niebiosów -

lecz jam wolała wśród lilij i wrzosów

słuchać rapsodu na spiżowej strunie:

noc - pożar - wyrżnięte narody

i obłąkane widziadłem dziewice...

Leciały do mnie duchów korowody

za swą królowę biorąc - Osmętnicę;

więc czarodziejskie tworzyłam im raje -

kwieciste, wonne zapomnień ruczaje.

 

Był zmierzch. A na dnie groty gwiazdy się w jeziorze

złociły, jak połamane w hieroglif miesiące -

on - na samotnej skale, wychodzącej w morze

płakał - i słowa rzucał gorejące -

krzyk przeraźliwy, niby orła w klatce -

wnętrza zadrgały we mnie - a już w matce.

...Płyń! do ojczyzny tęsknisz pewnie -

płyń!... nogi całowałam rzewnie.

Z wichrem poleciał w burzliwej zawiei

straszydła ścigać i lądy nieznane.

Fal słucham morskich, zapatrzona w pianę,

jako w trujący blady kwiat nadziei.

 

O ty, co zimne okrążasz padoły

samotny ogniu! w zagrobowej ciszy

siejący marzeń srebrnych asfodele -

oto ofiarne ci składam jemioły -

powiedz tej Mocy, która serc nie słyszy,

że tak się zetli, jak serce - w popiele.




Previous - Next

Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library

Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC
IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License