| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Tadeus Micinski W Mroku Gwiazd IntraText CT - Text |
|
|
|
DROGA MLECZNA
Idę wśród gwiazd - i snów mych trybularzem zimne stęgłe płanety rozżarzam w ognia kościoły. Słowiki nucą radośnie, by umrzeć w marzeń wiośnie - ze swą kochanką wśród kwiatów błądzić na przełęczy światów. Płomień wybucha, szaleje - nad uczuć krwawym ołtarzem, w tryumfującej pieśni konają z harfą anioły. Ja Cię powiodę, mój młody witeziu, na lepsze - na krwawsze gody: Twój okręt wśród mgieł i zawiei w kraj zórz popłynie Medei - a tam w głębinach jej oczy - zapomnisz, że krew dziatek broczy. Hej maski! lodowym wśród gwiazd kurytarzem w królewskich szatach - do uczty wesołej! Ścigajmy lśniące komet hurysy - a jako lampy mdlejące oświetlą nam miesiące grobów cyprysy. Z morza wyłowim barweny - Tęczową śmierć Heliosa - wam oddam bogów niebiosa - mnie zamek martwej Gehenny. Precz widma! zostawcie króla na jego pustyni - sam jestem - w mroku się kłębią złe oczy Erynij - ktoś ze mną czuwa - ha, z gór się osuwa czarny lodozwał - sumienie! MEDUZA
Z grot czarnych, które rzeźbi sen i obłąkanie, z podziemi, gdzie wśród ognia żyje płaz - potok łez moich w zamęcie i pianie zapada w głuche bezdźwięczne otchłanie, gdzie Bóg się wyparł nas.
Zębate wieże i skaliste grody, księżyce krwawe, zatopione w mgle - miraże świateł, lodowe ogrody i widm okropnych wyjące narody, co szarpią mnie.
Ty żyjesz w raju, ja mrę na Golgocie - na kresach duszy, gdzie Magog i Gog - grudę Twej ziemi rozbijam w tęsknocie, by Twoich świątyń iskrzyły się krocie - i pełznę w mrok.
Ja matka bogów - niosę Ciebie w łonie - choć nad mą głową syczy wężów gniew i patrzę w zimne ołowiane tonie, serce mgłą krwawą jeszcze Ci wyzionie łabędzi śpiew.
Bo Cię tak wielbię, żeś mnie bardzo zmęczył, i smagał grzechem i pędził mnie wzwyż - a nad przepaścią Anioł się roztęczył - i gwiazd obłędem serce me uwieńczył - i wzniósł na krzyż.
Własne królestwa rozwaliłam w gruzy, by cię nie straszyć bezmiarem mych mąk - ale się spojrzeć strzeż w lico Meduzy, gdzie z obłąkanych oczu płyną czarne śluzy na gwoździe rąk.
W zimnym Tartarze - ja posąg antyczny, z torsem bez kolan i oczyma z dziur - uśmiech na twarzy mojej sardoniczny, a w piersiach źródło miłości mistycznej, jak tęcza z chmur. WYSPA GORGON
Wonny srebrzysty kwiat orchidei - miłość zbłąkana w czarnej zawiei - skrzydła rozpuścił nad nią krwawy sęp - biedna królewna, gnijąca wśród kęp!...
Tęczami śniegu migoce ten kwiat, ale się rdzawy w nim przesącza jad - w słońca uściskach motyl drga leciuchno, w mroku się jarzy zielonawe próchno. - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Wielu młodzianów legło u mych stóp - mroźny, głęboki zapadał się grób - księżyc się wznosi nad górą pustyni, pałac samotny jak serce bogini.
Wśród nocnej ciszy miedziane Centaury płyną w cieśninach i grają w litaury; chrapliwym dźwiękiem swych poczwórnych płuc świadczą, że kona ich z miłości wódz.
Syczącą głownię rzuciłam do nóg - inny mię pojął - tam w podziemiach - bóg! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Centaurze młody, sercem obłąkany, na dno kraterów zwiedli Cię szatany.
Wiatr zimnej nocy dworzec mój zapalił, bór się w gałęziach opalonych żalił, i poszłam w ciemność - czerwoną od łun - - oczy objawień pełne i run.
Słońce, gdy skrzydła swe opuszcza w mrok, tygrys raniony, gdy się pręży w skok - taką ma krwawość i taki ma wzrok.
A śpiew na falach łamał się wśród burz.
- Tam, gdzie już słońce nie odwiedza krain, - lecz harfiarz ciemny - starzec Wajnemain - przyciąga z głębin ciche światło mórz - - płynę wygnaniec, zabójca ojczyzny, - [czasem mi tylko pachnie zagon żyzny] - okręt steruję na złowrogi prąd, - aby ominąć Gorgon śpiewnych ląd.
- Orki, Meduzy, czarne Kaszaloty, - i wód miraże i tęczowe groty - [fale mi szumią jakby pokos traw - i śnię - mój dworzec z jodeł pośród raf].
- Na trąbie wodnej Norny mi zagrały - okręt wirując poleciał na skały...
Gościu! Gorgony ty się boisz łon? słuchaj, jak bije Ci wieczorny dzwon.
Tam nad jeziorem błękitnych lotosów gwiazdę Twych natchnień przypnę do mych włosów - kogo ja dotknę - ten nie wstanie już z sennego łoża moich czarnych róż.
W jedwab Cię miękkiej otulę niewoli, serce mi oddasz, które jeszcze boli - słuchaj - rzuciłam je w świetlaną toń - teraz na skrzydła moje pochyl skroń.
Hymn Twój poniesiesz umarłym narodom, ja nieśmiertelną jestem, w śmierci młodą - nie drżyj - to ramion moich tuli chłód - na Eleuzyjskich polach jest Twój lud.
Zaklnę Cię w kamień i poświęcę bogom, skrzydeł anielskich będziesz tlił pożogą, patrząc na morza, nie czekaj nikogo, wsłuchany w gwiazdy - idź Samotną Drogą.
Jam jest Gorgona, - kochanku mych łon - słyszysz - wieczorny znów Ci zagrał dzwon.
Przy grobie Medyceuszów - W. Dyzmańskiemu. KOCHANKOWIE BOGÓW
Tam - w noc gwiezdną wypłyniem! i będziem na falach marzyć - nas dwoje; my Astarty zbiegając świątyń - jak nurek na skałach rozdarty, zaświecim perłą bólu w lesistych koralach.
Byłeś mi czarnym bóstwem, co krwi i ofiary żąda, w roztęczy lśniąc się i opalach. I Ty z Awernu przyzywałaś mary i serca dumne ważyłaś na szalach.
Tam - w noc modrą - gdy fosforescencje morza otoczą nas w pióra diamentów - ziół księżycowych wypijem esencje i jako ptaki z tonących okrętów do tajemniczych wysp zlecim w ogrody, pod berło Wieszczki cichej - wiecznie młodej. IZIS
Purpurowe ciepłe słońce zapadało w morza toń, śląc w bezmiary złote gońce, co pieściły moją skroń; a ja leżę rozmarzona, zasłuchana w szmery fal - w głębiach płacze, w głębiach kona miłość moja, duma, żal. Oh, te czarne skał diamenty poszarpały stopy me - płyną dni me, jak okręty, w coraz gęstszą zimną mgłę. Wtem zadrżałam: w boskiej krasie stał przede mną bóg - tęcza była mu przy pasie, księżyc obok nóg.
Jego oczy dwa szafiry w ciemni moich grot - szał mistyczny płynął z liry - orłów gwiezdnych lot. I ujrzałam w kolumnadzie marmurowy dwór - - ale cień się czarny kładzie ode mnie - jak z chmur. I poślubił moje łono pośród Mlecznych Dróg - tę pieśń mroków potępioną, mocniejszą - niż bóg. I on zgasnął - a ja płynę z trupem u mych łon - a pod łodzią mam głębinę, gdzie gwiazd leci szron. Wiem: przedrzekły mi Charyty, iż przy dźwięku harf Horus wzejdzie - syn kobiéty, już pogromca larw. * * *
O nocy cicha, nocy błękitna u stóp Twych leżę, całując Cię - warkoczy Twoich gąszcz aksamitna po wzgórzach gwiezdnych w niebo się pnie.
Srebrzą się stawy, szumią potoki i tylko serce w płomieniu burz - idę w puszcz leśnych ciemne wyroki - nocy błękitna - żegnam Cię już. * * *
Moja tęsknota do niewidzialnej kochanki, jak lilia złota marznąca w zimne ranki. Lecz żaden duch z zaświatów skrzydłami nie oprzędnie - oh, tyle więdnie kwiatów... WODNE LILIE
Znam wszystko w życiu, co poznać jest warto: puszcze i stepy, wulkany i morza - znam drogi proste i kręte bezdroża, a na Tarpei mą duszę rozdarto - znam krwawe zemsty i proch przed kościołem i bramę piekieł, na którą się wspiąłem.
Wierzyłem Panu. O i dzisiaj wierzę - lecz Bóg mój nie jest już Bogiem zbawienia - błąkam się w cichym podwórcu więzienia, patrząc, jak walczą dwaj czarni szermierze o czyjeś serce; patrząc w mgławicowe światy - i starca wiecznego - Jehowę.
W pałacu lilii krąży bóg miłości - złoto-zielony świetlak; nad jeziorem latają jętki - w wonnem lazurowem przestworzu, bo jabłoń dziś przyjmuje gości. Lecz w kielich krople spadają goryczy - węża zdeptałem - on zwinął się - syczy.
Pani K. Zielińskiej - chodząc nad stawem w Ż... ANAMNEZIS
Kwiaty pną się tęczowe wśród kościołów milczących - rosa w czarach się zbiera - kryształowych i lśniących. Na szafirów ocean księżyc złoty wypłynął, jęk się ozwał derkacza i za lasem gdzieś ginął. Grają chóry aniołów - nie, to w sennych szuwarach - korowody mar płyną - niosą ciało na marach. I wstecz za się spojrzałem - na czarne kurhany, lico widzę przecudne Pani mi nie znanéj. "Czy pamiętasz? jak przy kolumnie Memnona ty mię wziąłeś kapłankę w królewskie ramiona?" - Ja Cię nie znam. - "Z dolin Hiamawatu uniosłeś mię - zapach błękitnego kwiatu". - Nie pomnę. - "A w czarnej Tartaryi tyś mię nawrócił rycerz - do imienia Maryi". - Nie wiem. - "I jeszcze - ujrzałeś na balu moje oczy - szafiry - stopione w opalu". - I łódź moja płynęła w te zamarzłe morza - dziś dbam więcej o rosę karmicielkę zboża, niźli sny szczęścia. - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - W chmurach żarzą się łyśnice, jak pożar spalający wysp mych czarownicę. - Przebacz! szepce mi jabłoń kwietna przetowłosa - - przebacz nam! szepcą niwy, gwiazdy i niebiosa.
MINOTAUR
Śniłem sen dziwny: żeśmy klęczeli oboje w kościelnym zmroczu lip - a z rozsrebrzonych ołtarzy sypał się kwiat - anielskich pełen twarzy - a na powietrzu brzęczą złote roje.
I klęczeliśmy przed sobą oboje i usta nasze spoiły się łzami i nie było już świata przed nami - i tylko jedna świętość: serce Twoje.
Ponad borami krwawiło się zorze i słychać szum! tak chrzęszczą zbroje lub do księżyca wzbierające morze, a my słuchając, klęczymy oboje.
Potem - uniósłszy mą dłoń - z licem płomiennym Ariadny wwiodłaś mię w grobów zamkniętych podwoje, a w głębi huczał Ten co mrokiem władny i pod kopyta zabrał serc oboje.
I po wykutej z brązu wężownicy przez gąszcza maków i modre powoje - ciała nam złocił blask różanolicy - to księżyc, wschodząc - żegnał nas oboje.
I już na wieki - w kolumnowej sali - pojrzałem w morskie lśniące oczy Twoje. Jakby mię w grobie ziemią osypali, uczułem wiew, co gasił serc oboje.
Ale się jeszcze roztliło zarzewiem, osamotnione w głębiach serce moje. ...Jeziora białym okryte modrzewiem i gór dymiących napowietrzne zwoje.
Wir mię unosił do skalistej groty, gdzie króle w złotych maskach i heroje; przez loch w sklepieniu widzę gwiazd obroty - błyska mi oczu fosforycznych dwoje.
A były drżące, jak noc przed obłędem, wicher w nich szalał, gniew i niepokoje. Wbiłem miecz z rozpędem - miedziana jękła pierś - on błogosławił krwią swą nas oboje: - Ja - duchy z głębin mroku - wywiodłem, biorąc ból i wieczne znoje. - Z gwiazd niedosiężnych - umieram wyroku, - aby rozpalić - męką serc oboje. - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Nad pustym błądzę brzegiem Acheronu, gdzie z pęknięć płyną law czerwonych zdroje. I gwiazdom śpiewam hymn podobny dzwonu. A w dzwon ten bije śmierć. Znów nas oboje - ja - i Śmierć.
Widzącemu umierających i zmartwychwstałych Dr. Krajewskimu. Szpital Dzieciątka Jezus r. 1891 * * *
Powiało na mnie morze snów - ruiny tajemnicze - w sosnowych borach Anioł-nów zapala krwawe znicze.
I już na głębie porwał mnie błękitnym wichrem lśnień - o Matko Boża - weź me dnie za jeden wieszczy dzień.
A. Tyszce - amar despues de la muerte. WITEŹ WŁAST
Wśród nocy głuchej zagrał dzwon, nikt nie wie, skąd przychodzi on - kościół zamknięty, proboszcz w śnie - a cóż tam w mroku leci - mknie? pogrzeb? lecz co te mary konne znaczą - i jęki - i śpiewy studzwonne?
Zawrzyjmy drzwi i okna chat - będzie to dżuma albo grad, ale upiory gonią w las - sznur niewidzialny wlecze nas - i my za nimi - połą kryjąc twarz - idziemy na wpół żyjąc.
Przez wądół leśny, grzęzaw ług, gdzie się nie wrzynał nigdy pług, przez bór, gdzie szumi skrzydłem strach, jak dusze błędne idziem w snach.
Stare zamczysko, drzewiej gród, ponoć olbrzymów byt tu lud - czepia się mszały z głazem głaz - płomień wybuchnął i zgasł.
O czymże gęślarz gra? w ciemnościach zejdzie Bóg - i w kim nie żywie skra - ten się obali z nóg.
O, widzim otchłań już - stoi w łachmanach król - i krwią napełnia kruż - może to lek? a może ból?
Na tronie Dziewa śni, chochliki w wieńcach róż - jak w one idziem dni do Chrystusowych zórz.
Obudźcie, Panie, ją - obudźcie z onych mar, w których się dusze rwą, gdy je skamieni czar.
I podchodzim mrący do zmarłej, i całujem gnijącą tę dłoń - sine wargi się bólem rozwarły, a robaki żłobią jej skroń.
Odór - stęchlizna - na sercu blizna - żali mordercę? że w pokutnych giezłach - do cieniów pielgrzymujem smutnych?
Czemu na czole mym krew? a czemu w oczach Twych srom? a czemu łamie się śpiew - to w hymn, to w jęk - to w grom? ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ Hej, hej! ze smoczych gniazd wypełza czarny gad - w koronie siedem gwiazd, kwitnący wokół sad. Dębowe grube pnie żelazną łuską gnie, płomieniem krwawym lśni - krótkie są człeka dni - serce zamiera nam - u śmierci stoim bram; w sercu się mroczy grób, węża jesteśmy łup. Ni jak zmarznięte krzewiny ścięte szronem - prężą się lwie drużyny przed zaskronem. On jeden z wolna paszczę zwraca w krąg - i toczy nas, jak praszczę, w mgliwie łąk. I grają nam, jak skrzypki, zielska pól - wije się przy nas chybki czarny ból. Aż tam gdzie w bagnach okno - bez dna toń - i gdzie rosiczki mokną, łamiąc dłoń - topią się i nurzają duchów ćmy - skrzypeczki śpiewne grają: tęskne-śmy! A duch w koronie gędzi niemą pieśń - i szlocha na krawędzi, patrząc w pleśń. I zepchnął go tam dłonią Witeź Włast, odziany złotą bronią z klętych gwiazd.
I przeciw smoku dumnie zagrał w dzwon - a młoda pani w trumnie krwawi szron. A cały srebrem tkany śpiżów król - jak słońce - gdy tumany kurzy z ról - tak on roztęczył smoka aż do chmur - a noc szafirooka schodzi z gór. I tam na nieba morzu skrzy się gad, a my - jak na przestworzu bujny kwiat. A pieśń ogniami błyska - wichrem wiar - jakby przez uroczyska wionął żar. ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ Orły! niechaj wam ukażą szlaki w błękitach - w lesie tur, w stepie sumaki - a potoki na granitach, a w morzu wiry Malsztromu - a w chmurach - śpiew gromu.
Na poboju legło sto tysięcy młodzianów - każdy jęk - każda rana więcej mówi niż mądrość brahmanów, bo umierał wszechświat w każdym łonie, a bóg - słońce szydziło na tronie.
Oto wyschły w posusze las dębów - zapalę - i tryśnie z ożywionych zrębów ognia zachwyt, a nie żale - kto się dotknie mego mroku - wzleci jak Perkun w obłoku.
Ja nie będę wam grał pieśni smutnej, o Cienie! lecz dam tryumf dumny i okrutny, co zawali błękitów sklepienie i zdruzgoce - waszych bogów tęskniące bezmoce.
I powiodę was w kraj zórz polarnych z dźwiękiem rogów - i zakrwawię u kamieni ofiarnych - i przekuję was ludzi - w półbogów - dziką pieśnią serca wam zachwycę - a do ręki dam grom - i orlicę.
Ognie! niechaj was wśród mroków rozżarzą, Ocean! niech was wichrami napoi - jak archanioł z łańcuchem w gwiazd zbroi zejdźmy się z Bogiem twarz z twarzą. ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ I cały ogromny lud - jak w burzy lecący śnieg - rwał się na szczyty gór - w siedmio-płomieniu gwiazd.
Pamięci rycerskiej Sewera. BOJAN
Patrz, mój synu - kry płyną wśród bezbrzeżnej rzeki - nad nią drzewa z gałęzi obcięte - kaleki. Patrz, mój synu - nie wody szumią, lecz pacierze - nie kry płyną - lecz z sztandarów obdarci rycerze. Nie kamienie - ale maski tam grabarzy - nie jodłowych lasów drżenie - lecz śpiew budzonych pod ziemią cmentarzy. Nie sierpy dzwonią - ale noże - nie mgły czernią - ale się wali na nas czarne morze.
Nie myśl, że Bóg nas rzucił wśród powodzi, jako szczenięta. Przy Tobie dwa duchy dziewicze - jedna Cię umarłego położy na znicze, a druga Cię, jak matka na nowo odrodzi.
Jest Bóg maluczkich i tryumfatorów - Bóg tajemnic nad niebem Twej duszy i Bóg trzeci - okropny - Bóg pozorów - i On hufcem najedzie i pod kopytami skruszy.
Ja stary umrę - a umarli rządzą w ogrójcach życia, jako pasieczniki - ptaki nie mają dróg - lecz nie błądzą - dusza ma własne gwiazdy i tajniki - a teraz idź, witeziu.
| ||||||||
Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License |