1809-gazel | gdyby-mitol | mlodo-perso | pewna-ruina | ruiny-trzec | trzep-zacho | zachw-zza
Part
501 Giaur| litość nade mną, nie gadaj.~Gdybyś mógł wrócić życie mej Leili,~
502 Giaur| chociaż w tym wieku namiętnym,~Gdyśmy wesołe przeigrali chwile,~
503 Giaur| turban nie zbawi od kary.~Gdziemkolwiek spotkał, w jakiejkolwiek
504 Giaur| sławę kupując u cieśli,~Gdzieś bezimienne piramidy wznieśli;~
505 Giaur| tajemnica usnęła w topieli —~Genijuszowie morscy ją widzieli,~Lecz,
506 Giaur| Choć wrogi wkoło, choć gęste wystrzały,.~Jam z krwawszych
507 Giaur| wszystkich zasadzek wychodzą,~A z gęstwi lasu dowódca orszaku~Leci
508 Giaur| opadły i włos rozczochrany,~Gęsty i czarny bezładnie się wije,~
509 Giaur| szukano daremnie.~Mówią, że z Giaurem zeszła się tajemnie,~Wsiadła
510 Giaur| Przekleństwo wieczne zabójcy Giaurowi!” —~ ~ ~* * *~ ~Turban w
511 Tlum | słowna przecięta została giliotynami i zagłuszona grzmotem wojny
512 Tlum | bo wszyscy zbyt rychło giną. Czytelnik pewny jest, że
513 Giaur| niewidzialnych rany odbierają~I ginąc, darmo o zemstę wołają.~
514 Giaur| twarzy~Mógł widzieć rozpacz ginących zbrodniarzy!~Widzieć, jak
515 Giaur| niech leci — lub samotnie ginie.~Gdy skrzydła zranisz, gdy
516 Objas| pogodną słychać dźwięki gitary. Ulubiony to instrument
517 Giaur| przepadło.~Znowu zatoka gładka jak zwierciadło.~I tajemnica
518 Giaur| Na Leonida gnieżdżący się głazie,~Przypomnij, nazwij tych
519 Giaur| raz wrażą,~Z czasem się głębiej werzną, lecz nie zmazą.~
520 Giaur| wierzch opoki~Ocieniającej głębinę zatoki,~Obleciał wkoło,
521 Ded | JULIANOWI NIEMCEWICZOWI~w dowód głębokiego szacunku~powięca~TŁUMACZ~ ~
522 Giaur| Znajdując pokój w ustroniu głębokiem~Pewniej niż w mieście pod
523 Giaur| nie mogłem — źrenica łez głodna,~Czułem, że była wysechła
524 Giaur| znajdzie~Tam nawet, kędy głodny zwierz nie zajdzie,~A miłość
525 Giaur| żywność im przelać,~Życie z głodnymi nieskąpy podzielać;~Już
526 Giaur| się jaskinią zniszczenia i głodu.~Gość płacze dobrodzieja,
527 Giaur| Gdzie? kiedy? po cóż mam głosić przed światem?~Byłem szczęśliwy
528 Giaur| haremów strażnicy.~Lecz inni głoszą, że gdy padł mrok szary,~
529 Objas| więc na karkach może tyle głów, ile było włosów w owych
530 Giaur| drużyną~Stanie, nad wszystkie głową wyniesiona,~I da warkoczom
531 Giaur| Wypróbowaną na albańskich głowach,~Kiedy raz zbójców napotkał
532 Giaur| To żądło więzień topi w głowie swojej.~Podobnie dusza zła
533 Tlum | mają sumnienie. I tu jest główna różnica między naszym autorem
534 Giaur| pogański! czyż Opatrzność, głucha~Na krzyk Leili, twych krzyków
535 Tlum | która jest tylko dobrowolną głucho—ślepotą. Cała filozofia
536 Giaur| się nie położę,~Jak dawni głupcy lub dzisiejsi tchórze.~Ze
537 Giaur| obudzało złość w tym poganinie.~Głupiec niewdzięczny! bo jeżeli
538 Tlum | w swojej przewrotności i głupstwie. Poeta zostawia im jedną
539 Giaur| pozostało”.~Jeszcze w tych gmachach znalazłbyś wspaniałe~Izby
540 Giaur| został pustym, lecz poważnym gmachem,~Ludzie nań lubią poglądać
541 Giaur| nie całkiem sczerniała.~ ~Gmin widzi tylko w tym posępnym
542 Giaur| Różne powieści krążą między gminem —~Słychać, że uszła z Wenecyjaninem.~
543 Giaur| zbyt ziemska, ludzka, nawet gminna.~Jam grzesznik, ojcze —
544 Giaur| nie walczył dla oklasków gminu,~Nie dbam o zdobycz lub
545 Giaur| poleciał, jakby go śmierć gnała.~ ~Straszna to chwila, w
546 Giaur| zgraje obie,~Losem i gniewem gnane przeciw sobie;~Szable nad
547 Giaur| cudze zbrodnie błagając gniew boski,~A sam nie znając
548 Giaur| wiatr miotał, jakby groził gniewny.~Stał, czy uciekać, czy
549 Giaur| był jak rumieniec nikły~Gniewów, co wschodzić i przemijać
550 Giaur| wyrodzony płazie,~Na Leonida gnieżdżący się głazie,~Przypomnij,
551 Giaur| zaburzone fale,~Niźli żyć gnijąc po trochu na skale.~ ~* * *~ ~„
552 Giaur| kindżałem,~Zawsze spokojność gnuśną pogardzałem.~Dziś nic nie
553 Giaur| siły~Natchnąć do dzieła godnego pomników,~Dziś oni pełzną
554 Giaur| ludzie byli ziemi swojej godni? —~Dziś, do niczego niezdatni —
555 Giaur| poruszy~Przedmiot prawdziwie godny mojej duszy,~Niech mam przed
556 Giaur| Nieprzyjaciele coraz bliżej godzą,~Razem ze wszystkich zasadzek
557 Giaur| młodości latach, w szczęśliwych godzinach,~Gdym lubił dzielić smutki
558 Giaur| Alem się uczył kochać od gołębia,~Umrę nie znając, co kochać
559 Giaur| za którym żądza chciwie goni,~Straciło urok, gdy je mamy
560 Giaur| trwoży, to nadzieją mami,~Gonią wesoło — łowy kończą łzami.~
561 Giaur| Stał, czy uciekać, czy gonić, niepewny;~A wtem koń zarżał,
562 Giaur| Obleciał wkoło, znowu na dół gonił,~Skałą od moich oczu się
563 Giaur| serca Hassana wyszła krew gorąca.~Tu nie usłyszysz już głosu
564 Giaur| bielszej niźli śniegi w górach,~Kiedy z rodzinnych obłoków
565 Giaur| miłości niegodne.~W moim gorącym sercu czucia moje~Wrzały
566 Giaur| Ciało twe palić, w duszy goreć będzie;~Słuch nie obejmie,
567 Giaur| bezładnie się wije,~Jakby Gorgona swe najbrzydsze żmije~Wyrwawszy
568 Giaur| spotyka;~Bo on swym wzrokiem i gorzkim uśmiechem~Zaraża wszystkich
569 Objas| się, już go przyjmuje za gościa; chociażby w gościu poznano
570 Giaur| i nie ugoszczone;~Pałac, gościna wiernego narodu,~Stał się
571 Giaur| który może złupił,~I tym gościnność w klasztorze zakupił.~Lecz
572 Objas| przyjmuje za gościa; chociażby w gościu poznano nieprzyjaciela,
573 Objas| Bogu.~Na Wschodzie, skoro gospodarz chleb z podróżnym rozłamie
574 Giaur| tej dzikich odwagi,~Piersi gotowej przyjąć oręż nagi;~Tylko
575 Giaur| gniazda, do dzieci,~Krew swą gotowy na żywność im przelać,~Życie
576 Giaur| jak wdzięcznie fontanny tu grały~Łagodząc nieba wschodniego
577 Giaur| błyszczy się szkarłatem,~Jakby granatów posypany kwiatem.~ ~Jej
578 Giaur| koń czarny zagrzmiał po granicie;~Chyży jak dziryt9 — leci
579 Giaur| pochłania.~Wokoło ścieżki kawały granitu~Leżą bezładnie, strącone
580 Giaur| Gdzie sępy ostrzą dzioby o granity~I lecą na dół; już zwietrzyli
581 Objas| trwogi. Za mojej bytności w Grecji śpiewano pieśni o Frozynie,
582 Objas| Kalajor lub kalojer, mnich grecki.~On wiedział o tym od swoich
583 Giaur| szczytnych,~W ślad muzy greckiej wieków starożytnych;~Gdy
584 Giaur| litości nad wami.~Przecież z Grecyji wziąłem te powieści,~Z czasów
585 Objas| najpiękniejszej z owych Greczynek.~Historia o Giaurze i Leili
586 Giaur| oszukaństwa;~W tym tylko widać Greków dowcip dawny~I z tego tylko
587 Giaur| męczeństwie,~Sam dobrowolnie w grób się nie położę,~Jak dawni
588 Giaur| sprawisz,~Krzyż tylko prosty na grobie postawisz,~Bez żadnych liter —
589 Giaur| ciche lśnią się fale~Przy grobowcowej Temistokla skale,~Która
590 Giaur| Napisy czytać szedł na mój grobowiec. —~* * *~ ~Umarł — nie doszedł
591 Giaur| je pospychał albo zbiły gromy.~Wierzch skały niknie we
592 Giaur| budzą echa drzemiące po grotach,~Koń jak kruk czarny, a
593 Tlum | pochlebstwem odwieść, już groźbą i śmiechem odstraszyć od
594 Objas| używałem skutecznie podobnej groźby” etc.~Czyż taka piękność
595 Giaur| tym wierzchu skały stawa,~Grozi mu z dołu jakaś ręka krwawa, —~
596 Giaur| serce tej dzikiej pogoni.~Groźnie na jutro niebo się zachmurza,~
597 Giaur| niebo się zachmurza,~Ale groźniejsza w sercu Giaura burza.~Nie
598 Giaur| Rozpacz nad nimi, pod nimi noc gruba,~Wkoło płomienie — a w pośrodku
599 Giaur| Jak była oczom piękną Gruzyjanka,~Tak miała serce czułe dla
600 Giaur| własną, najmilszą ociekły,~Gryząc twe usta i zgrzytając wściekły,~
601 Giaur| na nowiu wschodzi zza gór grzbietów,~Błyszczą nad miastem lampy
602 Giaur| Zaraża wszystkich boleścią i grzechem.~Przecież zbyt rzadko uśmiechać
603 Giaur| odprawia,~Ale przed nikim grzechu nie objawia.~Nigdy on w
604 Giaur| ludzka, nawet gminna.~Jam grzesznik, ojcze — lecz ona niewinna.~
605 Giaur| pogodna.~ ~* * *~ ~Kto tam grzmi konno po skalistej drodze? —~
606 Giaur| sobie;~Szable nad uchem grzmią, lecąc w kawały,~Huczą po
607 Giaur| Złocą się góry i kaskada grzmiąca,~Żywiona czystym i świeżym
608 Giaur| strusia kita,~Na chwilę grzmiące ucichły kopyta.~Raz tylko
609 Giaur| Kopyt tętenty jak grzmoty po grzmotach~Wciąż budzą echa drzemiące
610 Tlum | giliotynami i zagłuszona grzmotem wojny europejskiej. Stronnictwa
611 Giaur| wodze,~Kopyt tętenty jak grzmoty po grzmotach~Wciąż budzą
612 Giaur| upiory, twoi współwędrowce,~Gule, Afryty, spotkają cię w
613 Tlum | śród takiej literatury, gwałtem wyrywała się za jej sferę.
614 Giaur| błyska,~I więźnia coraz gwałtowniej dociska,~Aż gdy go zewsząd
615 Giaur| teraz, tam nad falą szarą,~Gwiazdę błyszczącą przez obłok zachodni —~
616 Giaur| najpiękniejsze na niebiosach gwiazdy~Klnie, że zdradzają ścieżki
617 Giaur| Zginął śród bitwy, zgiełku i hałasu,~Bez mąk, bez bólu — cierpieć
618 Tlum | wspominać przeszłość — bo haniebna, boją się pomyśleć o przyszłości —
619 Giaur| widać żołnierzy,~W jego haremach gniazdo niedoperzy,~Zamiast
620 Objas| ogłasza się wystrzałem z harmaty; potem trwają całą noc iluminacje
621 Giaur| śmiercią mężnych, pokój Hassanowi!~Przekleństwo wieczne zabójcy
622 Objas| Objaśnienia czerpałem z Herbelota i ze sławnej powieści Kalif
623 Giaur| kwiatem.~ ~Jej włosy jako hijacynty płyną;~Gdy okolona rówiennic
624 Tlum | Ten Panglos, francuski Hiob, w największym spodleniu
625 Objas| szczęśliwa droga, albo: [saban] hiresem, saban serula — dzień dobry,
626 Objas| najpiękniejszej z owych Greczynek.~Historia o Giaurze i Leili jest nieco
627 Objas| pokoju tych męczenników historii naturalnej.~Przy bladym
628 Giaur| grzmią, lecąc w kawały,~Huczą po skałach dalekie wystrzały;~
629 Tlum | moralnym nie traci dobrego humoru; walając się w śmieciach
630 Giaur| go zabójca.~I teraz może hurys czarnooka~Witać Hassana
631 Giaur| przed okiem,~I w nim wabiące hurysy dziewice,~Powiem: kto widział
632 Giaur| którymi łagodnie~Zdają się igrać rajskie wody wschodnie.~
633 Giaur| darmo skrzydełka natęża,~Igraszka dziecka lub ofiara męża.~
634 Objas| Mameluka ze Smyrny, który w tym igrzysku Turków zwyciężał.~Przyszedł
635 Objas| harmaty; potem trwają całą noc iluminacje meczetów i wystrzały wiwatowe
636 Giaur| Wliczy swe imię pomiędzy imiona,~Na których wzmiankę pochlebstwem
637 Objas| muzułmanów, są to wielcy inkwizytorowie ciągnący śledztwo z nieboszczyków.
638 Giaur| Wyznam, że moja miłość była inna,~Była zbyt ziemska, ludzka,
639 Giaur| Kapicę przywdział jako inne mnichy;~Dał skarb na kościół,
640 Tlum | krytyczno-panegirycznej, głęboko już zasypanej innymi, ważniejszymi polemikami.~
641 Objas| dźwięki gitary. Ulubiony to instrument majtków greckich, przy jego
642 Giaur| Dusza z nich mówi przez iskier tysiące,~Które ze źrenic
643 Giaur| przodków może wróg rozdmucha~Iskrę, zarodek ich wielkiego ducha.~
644 Tlum | charakteru i dążenia. Wiadomo, iż Byrona oskarżano o bezbożność
645 Objas| wzywanie na modlitwę, czyli izan obwoływany z wież minaretów.~
646 Giaur| gmachach znalazłbyś wspaniałe~Izby i sale puste — dotąd całe.~
647 Giaur| z dala końskiego kopyta,~Jadą podróżni, lecz mnie nikt
648 Giaur| teraz, dalej — w świat —jadę sam z sobą”.~ ~* * *~ ~Na
649 Giaur| klasztorem pełzać strasząc jadem,~Niż być wskazanym w cichym
650 Giaur| pacierze~I w noc Bajramu jadł w kiosku wieczerzę.~Tak
651 Giaur| brzegu przyniesione miota,~Jakaż w tym wietrze wonią i pieszczota!~
652 Giaur| znoszę.~Gotów żyć znowu, jakeśmy z nią żyli,~Gotów na wszystko —
653 Giaur| zwyczaje —~Pewnie skruszony jaki apostata~Dziś opłakuje przeszłe
654 Giaur| zgonie,~Jak się nazywał, w jakiej świata stronie~Jego ojczyzna;
655 Giaur| Gdziemkolwiek spotkał, w jakiejkolwiek chwili,~Dobrze,.żem spotkał
656 Giaur| serdecznej uciechy.~Okropne lica! jakież być musiały,~Kiedy za młodu
657 Giaur| znudzony,~Czy za grzech jakiś pokutę odprawia,~Ale przed
658 Giaur| każdy wierzch twej skały,~Jakże pamiętne! bo każde z nich
659 Objas| wory i wrzucić do morza. Janczar, obecny tej egzekucji, zapewniał
660 Giaur| zaczaja,~I z tyłu słychać z janczarek łoskotu,~Że mu przecięto
661 Giaur| odwiedzionych wsparli się janczarkach,~Na pół wciśnieni między
662 Giaur| rumaki,~Skoczyli z siodeł, janczarki odwiedli,~Ale trzech spadło
663 Objas| najpiękniejszych kobiet Janiny. Basza rozkazał je tejże
664 Giaur| stygnącymi usty.~ ~Pódź do jaskini, gdy strzelcy wychwycą~Z
665 Giaur| wiernego narodu,~Stał się jaskinią zniszczenia i głodu.~Gość
666 Tlum | wychowywał na pustyni lub w jaskiniach łotrów.~Ale dzieci Byrona
667 Giaur| zachodni —~Ona świeciła jaśniej i łagodniej.~Dziś gwiazda
668 Giaur| przed burzą,~Gdy po dniu jasnym burzliwą noc wróżą;~Krwią
669 Giaur| Prawda, że miałem drapieżność jastrzębia,~Żem latał niszcząc i lejąc
670 Giaur| przyjmę i nagrodzę~Za prędką jazdę po takiej złej drodze.~ ~
671 Giaur| że zdradzają ścieżki jego jazdy.~Zbiegając z góry, nim konia
672 Objas| dawniejsza; słyszałem ją od jednego z tych opowiadaczy, którzy
673 Giaur| wydobyć z niej łzę, łzę jedyną,~Byłaby dziwną i miłą nowiną;~
674 Tlum | również Napoleona uznano za jedynego poetę Francji. Wiele wieków
675 Giaur| oddała serce, skarb sieroty,~Jedyny, którym nie rządzą despoty.~
676 Giaur| ludzki jęk odbiły echa,~W jęku tym jakaś byłaby pociecha,~
677 Giaur| kochanka śmiała mi przewinić. —~Jemu niewierna — więc on ją pochował —~
678 Giaur| Ostatni trudów i bólów jestestwa;~Nim śmierć ostatnim przyciśnieniem
679 Giaur| zdoła koń wyskoczyć,~Oblicze jezdca ledwie mogłem zoczyć —~Lecz
680 Objas| to pocisk na końcu tępy. Jezdni muzułmańscy rzucają go z
681 Giaur| wieży:~Nie widać! nie zwykł jeździć tak pomału —~Nie zwykł popasać
682 Giaur| usłucha? —~Zbójcą zostałem! jeździłem na zwiady,~Aż w końcu zdrajca
683 Giaur| Łabędź, co zdobi błękitne jezioro,~Małżonkę sobie jedną tylko
684 Giaur| obojętnym —~Powiedz, że dzisiaj językiem zdrętwiałym~Za jego szczęście
685 Aut | owych czasów, kiedy Wyspy Jońskie ulegały panowaniu Rzeczypospolitej
686 Tlum | ani Korsarz, ani nawet Don Juan nie skończyliby jak Panglos
687 Giaur| Tatar, od siodła odpina~Juki niewielkie: czy to dary
688 Ded | JULIANOWI NIEMCEWICZOWI~w dowód głębokiego
689 Giaur| mnie i nęci,~Moja zaranna jutrzenka pamięci!~ ~Zaiste, miłość
690 Giaur| niebo jej udziela,~W wonnych kadzidłach ku niebu odstrzelą,~Niebo
691 Giaur| Ani przed ołtarz idzie z kadzielnicą:~Dni całe siedzi zamknięty
692 Tlum | Napoleon rozbroił i wziął na kagańce. Wszystko ucichło. Był to
693 Giaur| wyryte noszę na mym czole,~Kaima pismem — me zbrodnie i bolę.~
694 Giaur| przeora,~Albo bym wygnał tego kalajora,~Albo w pokutnej zamurował
695 Objas| Herbelota i ze sławnej powieści Kalif Watek.~ ~
696 Objas| kalajor ponury.~Kalajor lub kalojer, mnich grecki.~On wiedział
697 Giaur| tęcze,~Jakby ich środkiem kamień przepadł do dna;~Na koniec
698 Giaur| obalił,~Jam go pochował, kamieniem przywalił —~On tu nie wróci,
699 Giaur| Wschodzie,~Leila poszła kąpać się w ogrodzie~I nie wróciła —
700 Giaur| włosy jak człowiek światowy.~Kapicę przywdział jako inne mnichy;~
701 Giaur| chwale.~ ~* * *~ ~W długiej kapicy fałdy obwinięty,~Z cicha
702 Giaur| Te oczy jego, na słowo kapłańskie,~Nie są niebieskie ni ziemskie —
703 Giaur| rzuca na bielone ściany.~Kaptur opadły i włos rozczochrany,~
704 Giaur| Spod mnichowskiego czarnego kaptura~Świeci jak z grobu źrenica
705 Objas| dyplomatycznej, nagle wąsy Kapudana baszy najeżyły się jak u
706 Giaur| wystrzały;~Starcia się łoskot i karabel dźwięki,~Huk karabinów,
707 Giaur| Zwiesił na pasie krzywą karabelę,~Wypróbowaną na albańskich
708 Giaur| łoskot i karabel dźwięki,~Huk karabinów, konających jęki~Echo żałosne
709 Giaur| święty Bazyli!~Bośmy na karę bożą zasłużyli,~Żeśmy takiego
710 Giaur| skruszyli jarzmo poganina,~By kark podnieśli, zgięty łańcuchami!~ ~
711 Objas| obchodzą na kształt naszego karnawału. O zachodzie słońca początek
712 Giaur| serce me obwinął,~Myśli me kąsał i zemstą napawał.~Odtąd
713 Giaur| słońca~Złocą się góry i kaskada grzmiąca,~Żywiona czystym
714 Objas| za wiosny powrotem.~Motyl kaszemirski, najpiękniejszy i najrzadszy
715 Giaur| zlotem~Znad szmaragdowej Kaszemiru błoni~Wzlatuje, dzieci wabiąc
716 Giaur| Poznają, że ich ojciec był ich katem;~Przeklną cię, twoje usłyszą
717 Objas| uznano, że skorpijony są katonami owadów, zostawiono by przecie
718 Giaur| mieniące się lica,~Serca katownia i głowy szaleństwo,~Śmiałość
719 Objas| tych opowiadaczy, którzy po kawiarniach wschodnich prawią różne
720 Giaur| mężów nieśmiertelnej chwały!~Każda dolina, każdy wierzch twej
721 Giaur| serce motyle!~Piękność nad każdym nieszczęściem łzy leje,~
722 Giaur| drogę znajdzie~Tam nawet, kędy głodny zwierz nie zajdzie,~
723 Giaur| Najpierwsza wita lądujące łodzie.~Kiedyż się zjawi Temistokles drugi?~ ~* * *~ ~
724 Giaur| Na ucztach, w bojach, z kielichem, z kindżałem,~Zawsze spokojność
725 Giaur| czerwonej mogile.~Jej duch kierował mieczem; jej morderca~Uczuł
726 Giaur| pacierze~I w noc Bajramu jadł w kiosku wieczerzę.~Tak powiadali
727 Giaur| twarzy — znikła strusia kita,~Na chwilę grzmiące ucichły
728 Giaur| odcięta~Wystaje z ziemi i kiwa nań w dali,~Ażeby skoczył
729 Objas| tureckiego były własnością Kiziar—agi, niewolnika serajowego
730 Giaur| szczęśliwy już byłem.~Mamże kląć losom? —jam sprawca mej
731 Tlum | trudnościami dogmatów i tradycyj, klął i dąsał się jak tytan Prometeusz,
732 Giaur| to są słowa, słowo często kłamie —~Ja miłość moją czynem
733 Giaur| razu do spowiedzi,~Ani się kłania przed Bogarodzicą,~Ani przed
734 Giaur| wolałbym być gadem~I pod klasztorem pełzać strasząc jadem,~Niż
735 Giaur| przybył w te strony.~Wszedł do klasztoru, czy światem znudzony,~Czy
736 Giaur| złupił,~I tym gościnność w klasztorze zakupił.~Lecz gdybym ja
737 Giaur| Pańskim chlebem i winem nie klęka;~Dał wielki skarbiec, który
738 Giaur| wiekami stoi wypisano,~Że klęska wolnych jest świata wygraną.~
739 Giaur| zbrodnie i bolę.~Ale mnie nie klnij — posłuchaj — ja byłem~Przyczyną
740 Tlum | całą publiczność. Po tej kłótni autorskiej z literatami
741 Giaur| chrześcijan zadana~Jest Turkom kluczem rajskiego ogrójca,~Tedy
742 Giaur| Tak ogień uczuć i sztuka kobieca~Najtwardsze serca zmiękcza
743 Giaur| dzieje!~Kto nienawidzi, kocha się lub boi,~Temu za piekło
744 Giaur| trumny~Jak łza żałosna brata kochanego.~Pierścień ten — niech go
745 Giaur| skłonne;~Lecz nie zna, co to kochanie dozgonne,~Długie cierpienia
746 Giaur| duszy,~Niech mam przed sobą kochankę lub wroga;~Choćby mi groził
747 Giaur| Leila! to jej postać była!~Kochanko moja, jak się ty zmieniła!~
748 Giaur| słowików *,~Jej brzmią pochwały kochankowie leśni,~Ona rumieńcem dziękuje
749 Giaur| wiózł panny ni pazia — ni kogo.~ ~* * *~ ~Oko jej czarne —
750 Giaur| Wiatr tylko oknem otwartym kolące.~Lecz choć wiatr szumi,
751 Giaur| pomników,~Dziś oni pełzną z kolebek w mogiły~Niewolni — gorzej —
752 Giaur| pamiętne! bo każde z nich było~Kolebką swobód łub sławy mogiłą.~
753 Giaur| wyszła bańka wodna —~Perłowe kółko — błysnęło — przepadło.~
754 Objas| Kolonny wita.~Przylądek Kolonna, zwany niegdyś Sunium.~Błyszczy
755 Giaur| dzień jej użycza~Świetnych kolorów swojego oblicza.~Tam, w
756 Objas| prawo nosić suknie zielonego koloru.~„Ho! kto ty? — „Salem!
757 Giaur| Z daleka widny po żółtym kołpaku,~Opodal konni ciasną jamy
758 Giaur| obwinięty,~Z cicha przez kolumn przesuwa się rzędy,~Straszy
759 Giaur| rumaków na stajniach Hassana,~Komnata jego od sług odbieżana,~
760 Giaur| Rzucaj broń — krzyczą — komu miłe życie!” —~Ale Hassana
761 Giaur| swojej.~Podobnie dusza zła kona w cierpieniach~Lub żyje
762 Giaur| najmilsze twe dziecię,~Ona konając krzyknie na cię: „Ojcze!” —~
763 Giaur| nad opoką~I widzi Turka konające oko.~Ilekroć na tym wierzchu
764 Giaur| późna, niedołężna skrucha~Z konającego wywołuje ducha~Zbrodnię —
765 Giaur| jego ujścia pilnowałem.~Konał jak tygrys pokłuty od szczwaczy,~
766 Giaur| wycierpieć od razu~Bolę bez końca, nadziei, wyrazu!~* * *~ ~
767 Giaur| mami,~Gonią wesoło — łowy kończą łzami.~Lecz jeśli w ręce
768 Giaur| żyjących,~Ja umrę, ojcze. — Już kończąc cierpienie~Zbiera się dusza
769 Objas| hu, Alla—hu, tymi słowami kończy się wzywanie na modlitwę,
770 Tlum | zaspokoić taką sofistyczną kondemnatą myślenia i uczucia. Wielka
771 Giaur| kamień przepadł do dna;~Na koniec w środku wyszła bańka wodna —~
772 Giaur| krzyk sowy złowrogi;~Znowu koniowi w bok wraził ostrogi:~Dalej,
773 Giaur| po żółtym kołpaku,~Opodal konni ciasną jamy szyją~Po krętej
774 Giaur| Kto tam grzmi konno po skalistej drodze? —~Wygięty
775 Giaur| Na pół wciśnieni między końskie boki;~Inni uciekli pod ścianę
776 Giaur| Słyszę dźwięk z dala końskiego kopyta,~Jadą podróżni, lecz
777 Objas| najzręczniejsi dzerydyści w Konstantynopolu są czarni rzezańcy. Pamiętam
778 Tlum | Skota.~Nie był tedy Byron kontynuatorem przeszłego wieku; owszem,
779 Objas| dobrowolnie, czy tylko, wpadłszy w konwulsje, mimowolnym ruchem żądła
780 Giaur| przestrachu w swych domach z korali,~Nic o tym z żadną falą
781 Objas| dla ubogich nakazana jest Koranem muzułmanom. Wyznać należy,
782 Giaur| wszechtwórczego słońca,~Korona, duszę wokoło wieńcząca.~
783 Giaur| Ostrożnie wieziesz — musi być kosztowny.~Może do portu śpieszysz
784 Giaur| skorpijon opasany żarem *;~Krąg coraz mocniej zwęża się
785 Giaur| nawet pocieszyć.~ ~* * *~ ~W krainach zimnych i serca są chłodne,~
786 Giaur| wieczorem,~Pójdzie nawiedzać krainę rodzinną,~Powinowatych spijać
787 Giaur| chucią i rozbojem.~Czyż kraje światła na nowo ogarnie~
788 Giaur| czeka, noc prawdziwie godna~Kraju wschodniego — cicha i pogodna.~ ~* * *~ ~
789 Giaur| Widny z daleka, już na skały kraniec~Wstępuje zwolna —już zjeżdża
790 Giaur| jej rumieniec — chorowita krasa,~Która na trupich licach
791 Giaur| Zakryty cieniem nadbrzeżnych krawędzi,~Zahacza statek, zdobycze
792 Giaur| sobie kryje.~Różne powieści krążą między gminem —~Słychać,
793 Giaur| dotąd, w oczach moich gości,~Krąży wkoło mnie, wabi mnie i
794 Giaur| konni ciasną jamy szyją~Po krętej ścieżce na skalę się wiją.~
795 Giaur| pieśni.~Śliczna i skromna, królowa ogrodów,~Nie tknięta wichrem,
796 Giaur| wolnych jest świata wygraną.~Królowie, sławę kupując u cieśli,~
797 Giaur| Odzież spryskana krwi świeżej kroplami:~Może poranił konia ostrogami?~
798 Giaur| pamięci .~I w jedną drobną kroplę czasu zleje~Życia bolesne
799 Giaur| ni troski,~Proch smutków krótkich, zwyczajnych w tym życiu;~
800 Giaur| czystą i litośną.~Moje dni krótkie na płaczu padole,~Obfite
801 Giaur| drzemiące po grotach,~Koń jak kruk czarny, a na bokach piana,~
802 Giaur| nie uleczy.~Jako rodzimy kruszec od płomienia~Wprzód się
803 Giaur| Grozi mu z dołu jakaś ręka krwawa, —~On sam ją widzi i, czyja,
804 Giaur| gęste wystrzały,.~Jam z krwawszych bitew nieraz wyszedł cały”.~
805 Giaur| tylko, lecz sam w sobie kryje.~Różne powieści krążą między
806 Tlum | dzieła pod względem sztuki, krytycy zwykli je odnosić do wieku,
807 Tlum | myślimy poruszać tej pleśni krytyczno-panegirycznej, głęboko już zasypanej innymi,
808 Giaur| Zamiast strażnika puszczyk krzyczy z wieży.~W ogrody czasem
809 Giaur| ataganu~I żaden podle nie krzyknął: „Amanu!” —~Nieprzyjaciele
810 Giaur| twe dziecię,~Ona konając krzyknie na cię: „Ojcze!” —~I krzyk
811 Giaur| głucha~Na krzyk Leili, twych krzyków usłucha? —~Zbójcą zostałem!
812 Objas| żadna z ofiar nie wydała krzyku ani pokazała znaku trwogi.
813 Giaur| czele,~Zwiesił na pasie krzywą karabelę,~Wypróbowaną na
814 Objas| powiada Chardin) poniesie krzywdę, której dochodzić na tym
815 Objas| poświęcona i od wszelkiej krzywdy bezpieczna.~Gość płacze
816 Giaur| Silnie wiosłują, rudel krzywią w stronę,~Aż dopłynęli do
817 Giaur| pogrzeb ubogi mnie sprawisz,~Krzyż tylko prosty na grobie postawisz,~
818 Giaur| wdzięczen jestem tobie.~Ksiądz nie pomoże nic w mojej chorobie,~
819 Tlum | i wadach dzieł jego tyle ksiąg napisano, że z nich można
820 Giaur| zwycięstwem. – Grecyja jest księgą,~W której wiekami stoi wypisano,~
821 Giaur| ozwał u ołtarza dzwonek,~Księża uklękli — cofa się w przysionek.~
822 Giaur| mego wroga.~Nie trwóż się, księże, nie wznoś rąk do Boga,~
823 Giaur| nim ruszało.~Może to było księżyca błyśnienie,~Nagle odbite
824 Giaur| postradał,~I o Hassanie, któremu śmierć zadał.~ ~ ~ ~
825 Giaur| wierzchołki~Strzegące brzegów, z którymi łagodnie~Zdają się igrać
826 Objas| uwagi, że człowiek zabity kulą ma pospolicie na twarzy
827 Giaur| Tatar przewodnik wyleciał z kulbaki.~Ledwie czas mają zatrzymać
828 Giaur| gór śniegiem.~Tu często kupiec Grek staje noclegiem,~Znajdując
829 Giaur| pokutę zaczął od tej chwili,~Kupiłbym zaraz i msze, i odpusty,~
830 Giaur| wygraną.~Królowie, sławę kupując u cieśli,~Gdzieś bezimienne
831 Giaur| Jakby granatów posypany kwiatem.~ ~Jej włosy jako hijacynty
832 Giaur| I z ziół na zioła, i z kwiatów na kwiaty~Ciągnie myśliwców,
833 Giaur| na zioła, i z kwiatów na kwiaty~Ciągnie myśliwców, i myli
834 Giaur| oblicza.~Tam, w polu tyle jest kwiecia dla wianków,~Tam, w lasach
835 Giaur| wesela,~W mojej ojczyzny kwitnących dolinach~Miałem — czy mam
836 Giaur| naszych zim niebezpieczeństwa,~Kwitnie świeżością wiecznego panieństwa.~
837 Giaur| śpiewania, lecz głosu nie łączy.~Patrz! tam cień rzuca na
838 Giaur| że wór twój jest ciężko ładowny,~Ostrożnie wieziesz — musi
839 Giaur| i smugi~Najpierwsza wita lądujące łodzie.~Kiedyż się zjawi
840 Giaur| pomni twarz tę anielsko—łagodną,~Tak zimno piękną, tak smutnie
841 Giaur| Ona świeciła jaśniej i łagodniej.~Dziś gwiazda świeci słabiej
842 Giaur| Słuchać muzyki tych szemrań łagodnych!~Tu często Hassan w niemowlęcym
843 Giaur| wdzięcznie fontanny tu grały~Łagodząc nieba wschodniego upały,~
844 Giaur| ogrodzie z altany wygląda.~Na łąkach błyszczy już wieczorna rosa,~
845 Objas| Majnoci, mieszkańcy dawnej Lakonii; czyli rzeczywiście pochodzą
846 Giaur| burzę spotkawszy szaleje,~Łamią się fale, drżą opoki brzegu,~
847 Giaur| słońce,~A z minaretów jasnych lamp tysiące~Bajram na całym
848 Giaur| grzbietów,~Błyszczą nad miastem lampy minaretów,~W mieście wre
849 Giaur| ducha~Ugina wolnych szyję do łańcucha.~ ~* * *~ ~Mieszkańcy ziem
850 Giaur| By kark podnieśli, zgięty łańcuchami!~ ~Nie — Grecy! — nie mam
851 Giaur| zasadzek wychodzą,~A z gęstwi lasu dowódca orszaku~Leci sam
852 Giaur| odartym skrzydełkiem czyż może~Latać jak dawniej z fijołków na
853 Giaur| W młodości latach, w szczęśliwych godzinach,~
854 Giaur| drapieżność jastrzębia,~Żem latał niszcząc i lejąc krwi strugi,~
855 Giaur| szybkością prześcignął,~Choć jak latawiec tylko w oczach mignął,~Jego
856 Giaur| nie objawia.~Nigdy on w ławkach podczas mszy nie siedzi,~
857 Giaur| spoczynku nadzieja mnie łechce,~Chciałbym mieć pokój, ale
858 Giaur| zawołał.~Poznał mnie w tłumie, lecieliśmy cwałem,~On poległ — długo
859 Giaur| podobna,~Martwa od dawna, leczr dotąd nadobna;~Jej widok
860 Giaur| pokazał krew twojego syna.~Legł śmiercią mężnych, pokój
861 Giaur| przechodzień;~Lecz wieża, legła w szturmie albo w burzy,~
862 Giaur| tyś pochował w falach mą Leilę,~Jam cię pochował w czerwonej
863 Giaur| sercu mym nie ciąży wina!~Leilo! byłaś myśli moich treścią,~
864 Giaur| jastrzębia,~Żem latał niszcząc i lejąc krwi strugi,~Alem się uczył
865 Objas| nieraz, że ciemiężyciel, lękając się takiego aresztu, przepraszał
866 Giaur| Za grzech zabójstwa nie lękam się kary,~Wróg mój był także
867 Tlum | które świat zaburzyły, lękano się już mówić, zaprzestano
868 Tlum | sądząc o czytelnikach, zaczął lekceważyć całą publiczność. Po tej
869 Giaur| wroga wyprawić.~Jego śmierć lekka — ale jej męczeństwo~Było
870 Giaur| dziecinnych.~Lecz u mnie człowiek lekki i przewrotny~Mniej wart
871 Giaur| darów ślubnych — czy się lenił?~Czy konie strudził? czy
872 Giaur| stronę,~Aż dopłynęli do Porto—Leone,~Gdzie ich noc czeka, noc
873 Giaur| orlich wyrodzony płazie,~Na Leonida gnieżdżący się głazie,~Przypomnij,
874 Tlum | Choć znał, zapomniał, że są lepsi ludzie.~Korsarz~Odtąd zdało
875 Giaur| oka!~I choćbym w drodze ku lepszemu światu~Przechodził ostre
876 Giaur| brzmią pochwały kochankowie leśni,~Ona rumieńcem dziękuje
877 Giaur| na nowo wyplenia~I jako leśny dzik kwiecie wytłacza,~Nie
878 Giaur| cwałem,~On poległ — długo nad leżącym stałem~I duszy jego ujścia
879 Giaur| twarzą ku niebiosom,~Tak leżał Hassan — oczy już zbielały,~
880 Giaur| chwile;~Lepiej by dawno leżeć razem z niemi,~Niż ciężką
881 Giaur| śmiertelne rany~I śród ojczyzny leży jak wygnany,~Z dala od domu,
882 Giaur| stanął nad nim i w Hassana lice~Utopił równie straszne dwie
883 Giaur| czuję — rozpaczy!~Szukałem w licu sinem, krwią nabiegłem,~
884 Giaur| przeżył, ojcze spowiedniku,~Licząc różańce, prawiąc msze bez
885 Giaur| tylko do śpiewów pasterzy!~Liczba niewielka, lecz bitwa straszliwa,~
886 Giaur| biorą.~Niechaj trzpiot z licznych miłostek się chwali,~Niech
887 Giaur| Bo żaden z ludzi czoła Lijakury,~W pogodę nawet, nie widział
888 Giaur| różańce, prawiąc msze bez liku,~Za cudze zbrodnie błagając
889 Giaur| wyrzuconą,~Zwój pism zatarty — liść z dalekiej strony~Wichrem
890 Giaur| grobie postawisz,~Bez żadnych liter — nie chcę, by wędrowiec~
891 Tlum | tej kłótni autorskiej z literatami nastąpił rozbrat moralny
892 Tlum | Byrona na całą tegoczesną literaturę przekonywają się co dzień
893 Giaur| Przyjmujesz w duszę czystą i litośną.~Moje dni krótkie na płaczu
894 Giaur| Jestem przewoźnik — mam łódkę u brzegu”.~„Zgoda — rzekł
895 Giaur| uwiędłe, duszę zagaszoną,~Łódź falą uczuć na step wyrzuconą,~
896 Giaur| Najpierwsza wita lądujące łodzie.~Kiedyż się zjawi Temistokles
897 Giaur| cię tylko przycisnął do łona,~Całe me szczęście objąłbym
898 Giaur| upały sucha~Nagie i czarne lono swe odsłania~I kilka kaskad
899 Aut | składają powieść o smutnych losach branki muzułmańskiej, która
900 Giaur| spotkały wrogów zgraje obie,~Losem i gniewem gnane przeciw
901 Giaur| dalekie wystrzały;~Starcia się łoskot i karabel dźwięki,~Huk karabinów,
902 Giaur| tyłu słychać z janczarek łoskotu,~Że mu przecięto drogę do
903 Tlum | pustyni lub w jaskiniach łotrów.~Ale dzieci Byrona nie są
904 Giaur| tak wdzięcznie świeci,~To łowców trwoży, to nadzieją mami,~
905 Giaur| osłabił ramiona,~Choć rybim łowem barka przeciążona,~Silnie
906 Giaur| nadzieją mami,~Gonią wesoło — łowy kończą łzami.~Lecz jeśli
907 Giaur| Umilkły wiatry, ciche lśnią się fale~Przy grobowcowej
908 Giaur| poważnym gmachem,~Ludzie nań lubią poglądać ze strachem.~ ~
909 Giaur| ręcznego czekają spotkania,~Nie lubiąc służyć za cel do strzelania~
910 Giaur| w żałosnych piosenkach~O lubych więzach i okrutnych wdziękach.~
911 Giaur| jak kochałem.~Ty jesteś lubym serca mego szałem.~ ~I jej
912 Objas| powszechna jest wiara między ludem w Turcji i w wielu innych
913 Aut | w dziejach prawowiernego ludu muzułmańskiego.~ ~
914 Giaur| straszydłem,~Że w końcu ludziom i sobie obrzydłem.~ ~On
915 Giaur| inna,~Była zbyt ziemska, ludzka, nawet gminna.~Jam grzesznik,
916 Tlum | zagadka przeznaczeń rodu ludzkiego, przyszłego życia, stała
917 Tlum | ich mimowolnie z rodzajem ludzkim wiąże, które nie pozwala
918 Objas| dobrodzieja, płaczą słudzy pana.~Ludzkość i litość dla ubogich nakazana
919 Giaur| pogodnych~Widzieć odbite na tych łukach wodnych,~Słuchać muzyki
920 Giaur| dumania i żale;~Złamane łuki, opuszczone sale~Wiele o
921 Giaur| panem;~Każdy zjanczarką, z łukiem, z ataganem.~Hassan sam
922 Giaur| lecą na dół; już zwietrzyli łupy;~Nim zajdzie słońce, będą
923 Giaur| lwię małe, i rozmów się z lwicą,~Spróbuj ukoić jej żałosne
924 Giaur| strzelcy wychwycą~Z gniazda lwię małe, i rozmów się z lwicą,~
925 Giaur| Gonią wesoło — łowy kończą łzami.~Lecz jeśli w ręce myśliwemu
926 Giaur| Mieszkańcy ziem tych! macież wy powieści~Dawnym podobne?
927 Objas| ciągnie go do góry, a Nekir maczugą na dół strąca.~Przed tron
928 Objas| Mylne to jest mniemanie, że Mahomet nie zostawia kobietom nadziei
929 Objas| piratów statek lub Majnotów.~Majnoci, mieszkańcy dawnej Lakonii;
930 Objas| Ulubiony to instrument majtków greckich, przy jego dźwięku
931 Giaur| wychwycą~Z gniazda lwię małe, i rozmów się z lwicą,~Spróbuj
932 Giaur| groty się ciśnie~I z nocą z malej czatuje galery~Na bezpiecznego
933 Giaur| potęgi! dziś, czyliź tak mało,~Czyż tylko tyle po tobie
934 Giaur| któż się ośmieli~Wzrok ten malować? — te oczy gazeli~Wielkie
935 Giaur| przybytek nie podły, nie mały,~Gdy w nim tak wielkie zalety
936 Giaur| zdobi błękitne jezioro,~Małżonkę sobie jedną tylko biorą.~
937 Objas| czarni rzezańcy. Pamiętam też Mameluka ze Smyrny, który w tym igrzysku
938 Giaur| łowców trwoży, to nadzieją mami,~Gonią wesoło — łowy kończą
939 Giaur| goni,~Straciło urok, gdy je mamy w dłoni —~A gdy wdzięk barwy
940 Giaur| szczęśliwy już byłem.~Mamże kląć losom? —jam sprawca
941 Giaur| serce wdowie;~Czy ciebie marą, czy duchem świat zowie,~
942 Giaur| objąłbym w ramiona.~Niestety, marę objąłem ulotną!~Ręce opadły
943 Giaur| Włosem zamiata ślad swój na marmurach,~Siad nóżki bielszej niźli
944 Giaur| tej kaskady nie skłoni:~Z marmurów woda uciekła chłodząca,~
945 Giaur| zwykły,~Ale jak bladość marmurowej bryły~Powiększająca ciemnotę
946 Giaur| fontannę;~Stoją wód łoża z marmuru usłane,~Lecz owdowiałe —
947 Giaur| wiary.~Samo wspomnienie o Maryi synie~Już obudzało złość
948 Giaur| życzę,~Zasnę w mogile nie marząc, czym byłem;~Choć moje życie
949 Giaur| to, mój ojcze, nie było w marzeniach.~Kto marzy, ten śpi; ja
950 Giaur| ścieku;~Tu, drzemiącemu w matki swej objęciu,~Piastunka
951 Giaur| Tam ogień, wiecznych męczarni narzędzie,~Ciało twe palić,
952 Giaur| Przerwa mąk tylko powiększa męczarnie;~Pusta pierś czując otchłanie
953 Giaur| szaleje,~I w zbrodniach szuka męczarniom ulżenia,~A zwiększa tylko
954 Objas| by przecie w pokoju tych męczenników historii naturalnej.~Przy
955 Giaur| długim i strasznym żywota męczeństwie,~Sam dobrowolnie w grób
956 Giaur| Jego śmierć lekka — ale jej męczeństwo~Było dla myśli mych takim
957 Giaur| stary.~Wieczorem poszedł w meczet na pacierze~I w noc Bajramu
958 Objas| trwają całą noc iluminacje meczetów i wystrzały wiwatowe różnej
959 Giaur| spadnie, wie, że wszędzie męka.~ ~Widzę, kapłanie, że tobie
960 Giaur| była cnotą, ty zbrodniami memi,~Nadzieją w niebie i wszystkim
961 Giaur| Nigdy mój umysł nie upadł na męstwie~W długim i strasznym żywota
962 Objas| atagana są pospolicie z metalu, często ze srebra, a u bogatych
963 Giaur| mnie nie urzekło,~Choć jak meteor błysnąwszy uciekło,~Zgadłem,
964 Tlum | należałoby równą zachować metodę oceniając moralny charakter
965 Giaur| Igraszka dziecka lub ofiara męża.~Cacko, za którym żądza
966 Giaur| cackiem, z którym bawi się mężczyzna? —~Niech na nie spojrzy
967 Giaur| ogień jeszcze się odważę.~Bo mężny na śmierć ze wzgardą poziera,~
968 Giaur| twojego syna.~Legł śmiercią mężnych, pokój Hassanowi!~Przekleństwo
969 Giaur| nie rozgrzeje.~ ~Ojczyzno mężów nieśmiertelnej chwały!~Każda
970 Giaur| Wierzch skały niknie we mgle niewidomy,~Bo żaden z ludzi
971 Giaur| o całość swej skrzyni;~W miastach niewolnik, wolny na pustyni.~
972 Giaur| grzbietów,~Błyszczą nad miastem lampy minaretów,~W mieście
973 Giaur| mogile.~Jej duch kierował mieczem; jej morderca~Uczuł raz
974 Giaur| morze wpada,~Słyszy szczęk mieczów, strzały nad opoką~I widzi
975 Giaur| Przypatrz się rdzawej na tym mieczu plamie,~To jest krew dawna,
976 Giaur| zakupił.~Lecz gdybym ja był na miejscu przeora,~Albo bym wygnał
977 Giaur| płomieniste jamy~Zgina się, miękczy, lecz zawsze ten samy;~A
978 Giaur| tych oczu co chwila się mieni.~Chcą ją uważać widzowie
979 Giaur| błyskawica,~Ust nieme drżenie, mieniące się lica,~Serca katownia
980 Giaur| zdarzeń,~Kto zliczy, ile mieści wyobrażeń? —~Bo choć dla
981 Giaur| żeglownika stery.~Skoro miesięczna zabłyśnie pochodnia,~Zabrzmi
982 Giaur| rozdziela;~Wrzask konających miesza pieśń wesela.~ ~Dziwna!
983 Giaur| we zwyczaju,~Póki Leila mieszkała w seraju.~Dziś, czy Leila
984 Giaur| w nim tak wielkie zalety mieszkały;~Dziś został pustym, lecz
985 Giaur| latawiec tylko w oczach mignął,~Jego wzrok, jego twarz
986 Giaur| jedyną,~Byłaby dziwną i miłą nowiną;~Chciałem i teraz
987 Giaur| kobiėty.~Głos skonał — odtąd milczą te pałace,~Wiatr tylko oknem
988 Giaur| Tajnie mej duszy sam w milczeniu badaj,~Jeśli masz litość
989 Giaur| dotąd tleje,~Lecz już swej miłej ziemi nie rozgrzeje.~ ~Ojczyzno
990 Giaur| w niebiosa porywa,~Ale z miłością niebo w duszę wpływa;~Uczucie,
991 Giaur| człowieka,~Który, odwieczny miłośnik zniszczenia,~Ogród edeński
992 Aut | do śmiałych przedsięwzięć miłosnych i mniej w nich szczęśliwi.
993 Giaur| Niechaj trzpiot z licznych miłostek się chwali,~Niech tych wyśmiewa,
994 Objas| róża, sułtanka słowików.~O miłostkach róży i słowika poeci wschodni
995 Giaur| obok odaliski,~I śpiew jej milsze zdawał się mieć tony,~Gdy
996 Objas| tylko, wpadłszy w konwulsje, mimowolnym ruchem żądła ranę sobie
997 Giaur| spod powiek.~ ~Sześć lat minęło, jak przybył w te strony.~
998 Giaur| podniósł wysoko,~I na wiatr miotał, jakby groził gniewny.~Stał,
999 Aut | obrażonych tym, że im zabroniono Mistrę rabować, ściągnęło nowe
1000 Objas| Alsyratu.~Alsyrat, podług mitologii wschodniej, jest to most
|