|
PRZEMOWA
TŁUMACZA
O wpływie Byrona na całą
tegoczesną literaturę przekonywają się co dzień
czytelnicy, bo widzą na wszystkich utworach późniejszych barwę i
piętno tego wielkiego poety.
O zaletach i wadach dzieł jego tyle ksiąg napisano, że z nich
można by ułożyć małą bibliotekę; nie
myślimy poruszać tej pleśni krytyczno-panegirycznej,
głęboko już zasypanej innymi, ważniejszymi polemikami.
Ale tłumacz czuł się obowiązanym
powiedzieć zdanie swoje o dziełach autora pod jednym przynajmniej
względem — pod względem moralnego ich charakteru i dążenia.
Wiadomo, iż Byrona oskarżano o bezbożność i
antysocjalizm; zarzucano mu, że występnych ludzi wybierając na
bohatyrów swoich pieśni, robił niejako apoteozę zbrodni;
Fryderyk Szlegel nazwał go emisariuszem szatana, a wszyscy zgodzili
się, że był apostołem sceptycyzmu.
Wszakże, jeśli sądząc dzieła
pod względem sztuki, krytycy zwykli je odnosić do wieku, w którym
wzięły początek, porównywać z dziełami
spółczesnymi i późniejszymi, należałoby równą
zachować metodę oceniając moralny charakter autorów.
Byron był dzieckiem przeszłego wieku;
wszedł na świat w epoce moralnej najnieszczęśliwszej dla
człowieka, dla poety. Właśnie wtenczas spadała zasłona
po pierwszym akcie rewolucji. Straszna walka piśmienna i słowna
przecięta została giliotynami i zagłuszona grzmotem wojny
europejskiej. Stronnictwa osłabione wzajemnym mordem ustąpiły z
placu boju; niedobitków Napoleon rozbroił i wziął na
kagańce. Wszystko ucichło. Był to czas dziwnego
otrętwienia; o tych wielkich pytaniach, które świat zaburzyły,
lękano się już mówić, zaprzestano myślić.
Dzieła wszystkie ówczesne noszą cechę trwogi umysłowej i
moralnego upadku. Są to niby rozmowy winowajców zamkniętych w
więzieniu, którzy wstydzą się wspominać przeszłość
— bo haniebna, boją się pomyśleć o przyszłości —
bo okropna, i — bawią się gawędką
o pogodzie i deszczu.
Dusza Byrona nie mogła żyć śród
takiej literatury, gwałtem wyrywała się za jej sferę.
Młody autor, prześladowany od krytyków, ścigał ich wzajem,
a z krytyków sądząc o czytelnikach, zaczął
lekceważyć całą publiczność. Po tej kłótni
autorskiej z literatami nastąpił rozbrat moralny z ludźmi,
którego szczegóły należą do biografii.
Zalśniony gniewem, złorzecząc
obłudzie,
Choć znał, zapomniał, że są lepsi ludzie.
Korsarz
Odtąd zdało się Byronowi, że
człowiek z sercem nie może żyć w towarzystwie, że musi
uciec od świata lub mścić się nad nim. Odtąd bohatyrów
swoich, dzieci duszy swojej, wychowywał na pustyni lub w jaskiniach
łotrów.
Ale dzieci Byrona nie są to pospolici
zbrodniarze, nie zimni egoiści albo szaleni fanatycy zakochani w swojej
przewrotności i głupstwie. Poeta zostawia im jedną przynajmniej
cnotę, jedno szlachetne uczucie, które ich mimowolnie z rodzajem ludzkim
wiąże, które nie pozwala im pogrążyć się w
zupełną moralną ciemność i, świecąc na dnie
sumnienia, tym wyraźniej daje widzieć wszystkie jego szczerby i
plamy.
Ludzie Byrona mają sumnienie. I tu jest
główna różnica między naszym autorem i pisarzami przeszłego
wieku. Przeszły wiek był sofistą, a więc — nie znał
różnicy złego i dobrego, ćwiczył się tylko w
rozumkowaniu i za cel sobie położył: ze wszystkiego
wytłumaczyć się, a raczej wygadać. Typem przeszłego
wieku jest Panglos* Woltera. Ten Panglos, francuski Hiob, w największym
spodleniu moralnym nie traci dobrego humoru; walając się w
śmieciach i wypluwając zęby, zawsze pyszni się i cieszy
się, że był i jest filozofem. Ludzie Byrona gardzą
taką sofisterią, czują, że są winni, cierpią;
duma tylko nie dozwala im błagać przebaczenia, a czytelnik czuje,
że do poprawy brak im tylko — czasu, bo wszyscy zbyt rychło
giną. Czytelnik pewny jest, że Giaur ani Korsarz, ani nawet Don Juan
nie skończyliby jak Panglos albo Foblas. I sceptycyzm Byrona różny
jest od tej obojętności na wszystko, co jest wysokie i piękne,
od tej zwierzęcej nieczułości, którą sofiści ochrzcili
sceptycyzmem, a która jest tylko dobrowolną głucho—ślepotą.
Cała filozofia przeszłego wieku dążyła do tego,
ażeby ludzi już pochlebstwem odwieść, już groźbą
i śmiechem odstraszyć od poszukiwania prawd wyższych i
zasadniczych, ażeby wmówić, że te prawdy albo są do
pojęcia niepodobne, albo niewarte dochodzenia. Byron pierwszy z poetów nie
dał się zaspokoić taką sofistyczną kondemnatą
myślenia i uczucia. Wielka zagadka świata, zagadka przeznaczeń
rodu ludzkiego, przyszłego życia, stała mu zawsze przed oczyma.
Poruszył on wszystkie zasadnicze pytania moralne i filozoficzne,
pasował się ze wszystkimi trudnościami dogmatów i tradycyj,
klął i dąsał się jak tytan Prometeusz, którego
cień tak często lubił wywoływać. Nie
rozwiązał sobie zagadnienia, nie uspokoił duszy; ależ mu
brakło, równie jak jego bohatyrom — czasu! Może dlatego tylko nie
sprawdziła się przepowiednia Walter—Skota.
Nie był tedy Byron kontynuatorem przeszłego
wieku; owszem, powiedzieć można, że ruch umysłowy,
dążący ku sofisterii, on jeden na drodze literatury
zatrzymał i wstecz zawrócił. Odgłos powszechny nazwał
Byrona Napoleonem poetów, również Napoleona uznano za jedynego poetę
Francji. Wiele wieków minie, nim się znajdzie ręka, która by jedno z
tych bereł dźwignąć mogła.
Uważano, że w dwojakim sposobie sceptycyzm
ukazuje się na świecie: raz jako mrok wilgotny i zimny,
wróżący noc długą; drugi raz jako te chwilowe
ściemnienie porankowe, połączone z powiewem orzeźwiającym,
które zapowiada dzień. Byron wyobraża tą drugą epokę
sceptyków, niepewnych w swoim dążeniu, ale pełnych ducha i
rzeźwości.
* Po polsku: Wszystkomowny albo
Najjęzyczliwszy.
|