- POEZJE OKRESU RZYMSKO-DREZDENSKIEGO
Previous - Next
Click here to hide the links to concordance
UCIECZKA
On wojuje
- rok upłynął,
On nie
wraca - może zginął.
Panno,
szkoda młodych lat,
Od
Książęcia jedzie swat.
Książę
ucztujc we dworze,
A Panna
płacze w komorze.
Jej
źrenice, błyskawice,
Dziś
jak dwie mętne krynice;
Jej lica,
pełnia księżyca,
Dziś
nikną, jak księżyc w nowiu;
Biada
wdziękom, biada zdrowiu!
Matka
troszczy się i biedzi,
Książę
dał na zapowiedzi.
Swadźba
jedzie szumnie, tłumnie.
Nie
powiozą do ołtarza,
Powiozą
mię do smętarza,
A
pościelą chyba w trumnie.
Ja
umrę, gdy on nie żyje,
Ciebie,
matko, żal zabije.
Ksiądz
w konfesjonale siedzi,
Czas, o córko, do spowiedzi.
Przyszła kuma, widma stara:
Wypędź księdza,
wypędź klechę,
Bóg i wiara, sen i mara,
Kuma w biedzie ma pociechę,
Kuma stara umie wiele,
Ma kwiat paproć i car ziele,
A ty masz kochanka dary:
Przyszłam zrobić możne czary.
Włosy jego w węża splącz,
Dwie obrączki razem złącz,
Z lewej ręki krwi usącz;
A na węża będziem
kląć,
W dwie obrączki będziem
dąć;
Musi przyjść i ciebie
wziąć.
Panna grzeszy - jeździec śpieszy,
Klęto ducha - klątwy słucha;
Już
odemknął zimny gmach:
Panno, Panno,
czy nie strach?
Ucichł,
usnął dwór zamkowy.
Panna czuwa. -
Na zegarze
Bije
północ, - milczą straże,
Panna
słyszy - dźwięk podkowy,
Brytan, jakby
głosu nie miał,
Zawył z cicha i oniemiał.
Skrzypnęły dolne podwoje,
Stąpa ktoś w przysionkach
długich,
I otwiera się drzwi troje,
Troje drzwi
jedne po drugich.
Wchodzi
jeździec cały w bieli
I usiada na
pościeli.
Słodko,
prędko czas ucieka.
Wtem koń
zarżał, jękła sowa,
Zegar
wybił. - "Bywaj zdrowa!
Koń mój
zarżał. koń mój czeka;
Albo wstawaj, na
koń siądź
I na wieki
moją bądź.
Miesiąc
świeci - jeździec leci
Po
zaroślach i po krzach:
Panno, Panno,
czy nie strach?
Rumak polem jak
wiatr niesie,
Niesie lasem, -
głucho w lesie;
Tu i owdzie
wystraszona
W suchej jodle
kracze wrona.
Po łozach
wilcze źrenice
Migają
się jako świéce.
W cwał, mój
koniu, koniu, w cwał!
Miesiąc na
dół schodzi z chmur,
A nim zejdzie
miesiąc z chmur,
Mamy sadzić
dziesięć skał,
Dziesięć
rzek i dziewięć gór;
Za godzinę
pieje kur.
- Gdzie mnie
wieziesz? - Gdzie? do domu.
Dom mój na górze Mendoga,
W dzień otwarta wszystkim droga,
W nocy jeździm po kryjomu.
- Czy masz zamek? - Tak jest, zamek,
I zamczysty, choć bez klamek.
- Mój kochanku, konia wstrzymaj,
Ledwie dosiedzę na łęku. -
- Moja luba, siodła imaj
Prawą ręką - co masz w
ręku?
Czy to worek
do roboty? -
Nie, to
jest Ołtarzyk Złoty.
- Nie czas
wstrzymać, pogoń bieży,
Słyszysz
pogoń, tętnią błonia;
Już
przed koniem przepaść leży,
Rzucaj
książkę, puszczam konia.
Koń,
jak gdyby zbył ciężaru,
Przemknął
dziesięć sążni jaru.
Lecą bagnem
przez manowiec,
Pusto
wkoło. Błędny ognik
Tuż
przed nimi, jak przewodnik,
Od
grobowca na grobowiec
Przelatuje;
gdzie przeleci,
Ślad
błękitny za nim świeci,
A tym
śladem jeździec leci.
- Mój
kochanku, co za droga?
Tu nie
znać śladu człowieka. -
- Dobra
droga, kiedy trwoga;
Krzywo
jedzie, kto ucieka.
Śladów
nie masz do mych włości,
Bo nie
wpuszczam pieszych gości:
Bogatego
wiozą cugi,
Ubogiego
niosą sługi.
W
cwał, mój koniu, koniu, w cwał!
Błyska
zorza z wschodnich stron,
Za godzinę
bije dzwon.
Nim uderzy ranny
dzwon,
Mamy sadzić
parę skał,
Parę rzek i
parę gór:
Za godzinę
drugi kur.
- Mój kochanku,
wstrzymaj wodze!
Koń
się lęka, bokiem sadzi,
Pełno skał i drzew na drodze,
Koń o drzewo mię zawadzi. -
- Moja luba, jakie sznurki,
Jakie wiszą tam kieszonki? -
- Mój
kochanku, to paciórki,
To
szkaplerze i koronki. -
- Sznur
przeklęty! sznur znienacka
Rumakowi
miga w oczy,
Patrz, jak
zadrżał, bokiem skoczy.
Moja luba,
rzuć te cacka!
Koń,
jak gdyby pozbył trwogi,
Ubiegł prosto pięć mil drogi.
- Co to za
smętarz? mój miły? -
- To mur,
co mych zamków strzeże. -
- A te
krzyże, te mogiły? -
- To nie
krzyże, to są wieże.
Mur przeskoczym,
przejdziem progi,
Tu na wieki
koniec drogi.
Stój, mój koniu,
koniu, stój!
Przebyłeś,
nim zapiał kur,
Tyle rzek, i
skał, i gór,
A tuś
zadrżał, koniu mój?
Wiem ja, koniu,
czego drżysz:
Mnie i tobie boli krzyż.
- Czegoś stanął, mój kochanku?
Zimna rosa mię spłukała,
Zimno wieje wiatr poranku,
Okryj płaszczem, bo drżę
cała. -
- Moja luba, przytul skronie!
Na twych piersiach głowę
złożę.
Głowa moja ogniem płonie
I kamienie ogrzać może.
Jaki masz tam ćwiek ze stali? -
- To krzyżyk, co matka dała.
- Ten krzyżyk ostry, jak strzała,
Twarz mi rani, skronie pali.
Precz mi z tym ćwiekiem ze stali!
Krzyż na ziemię padł i
zniknął,
Jeździec Pannę wpoły
ścisnął,
Z oczu i z ust ogniem błysnął,
Rumak ludzkim śmiechem ryknął.
Przeskoczyli cwałem mury,
Biją dzwony, pieją kury.
Nim ksiądz przyszedł na mszę
ranną,
Zniknął koń z jeźdzcem i
Panną.
Na smentarzu cisza była,
Stoją krzyże, głazy
leżą:
Jedna bez krzyża mogiła
I ziemia ruszona świeżo.
Ksiądz nad grobem długo stał
I mszę za dwie dusze miał.
Previous - Next
Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC
IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License