| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Adam Mickiewicz Wiersze Wybrane IntraText CT - Text |
Spójrzyj, Marylo, gdzie się kończą gaje,
W lewo się piękna dolina podaje,
Tuż stara cerkiew, w niej puszczyk i sowy,
A za dzwonnicą chrośniak malinowy,
Czy tam bies siedział, czy dusza zaklęta,
Nikt, jak najstarszy człowiek zapamięta,
Miejsc tych bez trwogi nie minie.
Bo skoro północ nawlecze zasłony,
Cerkiew się z trzaskiem odmyka,
W pustej zrąbnicy dzwonią same dzwony,
W chrustach coś huczy i ksyka.
Czasami płomyk okaże się blady,
Czasem grom trzaska po gromie,
Same się z mogił ruszają pokłady
Raz trup po drodze bez głowy się toczy,
Roztwiera gębę i wytrzyszcza oczy,
Albo wilk bieży; pragniesz go odegnać,
Aż orlim skrzydłem wilk macha,
Dość "Zgiń, przepadnij" wyrzec i przeżegnać,
Wilk zniknie wrzeszcząc:" cha cha cha".
Każdy podróżny oglądał te zgrozy
Ten złamał dyszel, ten wywrócił wozy,
Ja, chociaż, pomnę, nieraz Andrzej stary
Zaklinał, nieraz przestrzegał,
Śmiałem się z diabłów, nie wierzyłem w czary,
Raz, gdy do Ruty jadę w czas noclegu,
Próżno woźnica przynagla do biegu,
"Hej!" - krzyczy, biczem zadaje.
Stoją, a potem skoczą z całej mocy,
Dyszel przy samej pękł szrubie;
Zostać na polu samemu i w nocy,
"To lubię - rzekłem - to lubię!"
Ledwiem dokończył, aż straszna martwica
Białe jej szaty, jak śnieg białe lica,
Chciałem uciekać, padłem zalękniony,
Krzyknę; "Niech będzie Chrystus pochwalony!"
"Ktokolwiek jesteś, poczciwy człowieku,
Dożyj ty szczęścia i późnego wieku,
Widzisz przed sobą obraz grzesznej duszy,
Boś ty czyscowej zbawił mię katuszy
Tym jednym słówkiem; To lubię.
Onego czasu żyłam ja na świecie,
Ojciec mój, pierwszy urzędnik w powiecie,
Za życia pragnął sprawić mi wesele,
Zbiegło się zewsząd zalotników wiele,
Mnóstwo ich marnej pochlebiało dumie,
Że kiedy w licznym kłaniano się tłumie,
Przybył i Józio; dwudziestą miał wiosnę,
Obce dla niego wyrazy miłośne,
"Lecz próżno nędzny w oczach prawie znika
W boleściach jego dla mnie radość dzika,
"Ja pójdę! mówił ze łzami. "Idź sobie!"
Tu nad rzeczułką, w tym zielonym grobie
"Odtąd mi życie stało się nielube,
Lecz ani sposób wynagrodzić zgubę,
Raz, gdy się w północ z rodzicami bawię,
Wzmaga się hałas, szum, świsty,
Przyleciał Józio w straszliwej postawie,
Porwał, udusił gęszczą dymnych kłębów,
Gdzie pośród jęku i zgrzytania zębów
"Wiedziałaś, że się spodobało Panu
Na osłodzenie mężom złego stanu,
Ty jakbyś w piersiach miała serce z głazu,
Nikt nie uprosił słodkiego wyrazu
Przez łzy, cierpienia i modły.
Za taką srogość, długie, długie lata
Dręcz się w czyscowej zagubie,
Póki mąż jaki z tamecznego świata
Prosił i Józio niegdyś o to słowo,
Gorzkie łzy lał nieszczęśliwy;
Prośże ty teraz; nie łzą, nie namową,
Rzekł, mnie natychmiast porwały złe duchy.
W dzień męczą, a noc zdejmują łańcuchy,
I w cerkwi albo na Józia mogile,
Muszę podróżnych trwożyć w nocne chwile,
Idących w błota zawiode lub w gaje,
A każdy naklnie, nafuka, nałaje,
Tyś pierwszy wyrzekł: to lubię.
Za to ci spadnie wyroków zasłona,
Przyszłość spod ciemnych wskażę chmur:
Ach! i ty poznasz Marylę; lecz ona..."
Wtem na nieszczęście zapiał kur.
Skinęła tylko, widać radośc z oczek,
Ginie, jak ginie bladawy obloczek,
Patrzę, aż cały wóz stoi na łące,
Proszę za dusze w czyscu bolejące