|
Jan
Nepomucen Janowski.
Towarzystwo Demokratyczne polskie założonem
zostało we Francyi r. 1832. Akt założenia sporządzony d. 18
marca 1832 r,, podpisało członków dwudziestu dwóch, wedle pochodzenia
rodowego dzielących się jak następuje: jeden chłop,
sześciu szlachty wątpliwej, piętnastu karmazynów - śród
tych ostatnich trzy takie, jak dwaj bracia Ganowscy, dwóch
Świętosławskich, Kromowski, Eupniewski. Podpis chłopa, na
pierwszem figurujący miejscu, brzmi ze szlachecka:
Jan Nepomucen Janowski.
Janowski na świat przyszedł r. 1803 w
Konopiskach, wsi dużej, o milę ku granicy śląskiej od
Częstochowy odległej, przed r. 1831 do składu dóbr narodowych
wchodzącej, po r. 1831 przez cara Mikołaja I. za wierną carską
służbę podarowanej Polakowi, oficerowi od żandanneryi.
Carowie wierność względem siebie lepiej - raczej inaczej -
aniżeli Polska wynagradzają. Patryotyzm polski intratnym nie jest.
Dowodem Janowski.
Dziecinne Janowskiemu lata upłynęły
częścią we wsi rodzinnej, częścią na
Ślązku, w Gliwicach, gdzie do szkół publicznyrh chodzić
począł. W ciągu dalszym uczył się w Krakowie i tam, po
zdaniu świetnie egzaminu dojrzałości, wstąpił do
uniwersytetu ; następnie udał się do Warszawy. W uniwersytecie
warszawskim słuchał prawa i ekonomii politycznej i otrzymał dwa
złote medale za rozprawy konkursowe na wydziałach prawniczym i
filozoficznym, oraz stopień naukowy magistra obojga praw. Ławy
uniwersyteckie opuściwszy, urzędował kolejno w sądownictwie
i w skarbowości w charakterze prawnika, pracując przytem w
publicystyce i pełniąc funkcyę bibliotekarza w Towarzystwie
Przyjaciół Nauk.
Dla uczonego tej miary, co Janowski, droga, na
którą wszedł, świetną wróżyła
przyszłość. Trzeba się było tylko
"szanować", tj. w "głupstwach" udziału nie
brać. On też udziału w żadnych nie brał spiskach, w
żadnych sprzysiężeniach. Życie pędził regularne i
spokojne poty, póki pewnego wieczora jesiennego w uszy jego nie obiło
się z ulicy wołanie: "Do broni!... za wolność!... za
Polskę!..."
Na okrzyki te w tym chłopie uczonym krew
zagrała. Na ulicę wypadł, do spieszącego dokądś
tłumu się przyłączył i dobiegł do arsenału.
Z arsenału rozdawano broń. Docisnął się - dostała
mu się szpada. Była to szpada Henryka Dąbrowskiego. Z nią w
garści przebiegał ulice Warszawy, zwracając się w strony, z
których dochodziły odgłosy rzadkich wystrzałów. Szukał
nieprzyjaciela, z którym by się szpadą zmierzył. Gdy dzień
zaświtał, dowiedział się od uliczników, że:
Kostuś kochany, troskami znękany,
Uciekł bez hnkn - a kuka!... a kuku.!..."*
Wojaczka nie jego była rzeczą. Na
użytek powstania potrzebnymi byli żołnierze nie tylko ze
szpadami, ale i z piórem w ręku. Do szeregu tych ostatnich
zaciągnął się Janowski z chwilą, gdy po łacinie
ogłosił "O procesie rzymskiem w Polsce" rozprawę
zaszczyconą recenzyą Lelewela, zamieszczoną w miesięczniku
"Temida Polska". I w szeregu tym, po wybuchu powstania,
pozostał, urzędując w Komisyi rządowej przychodów i skarbu,
jako referent i biorąc czynny w publicystyce rewolucyjnej (najprzód w
"Kurjerze Polskim", następnie w "Gazecie Polskiej",
której redakcyę naczelną objął) udział. W
"Gazecie Polskiej" zamieścił projekt założenia
towarzystwa uwłaszczenia włościan i w niejże drukował
artykuły, za które spotykały go aresztowania i groźby
rozstrzelania. Uwłaszczenie włościan, na co w czasie trwania
wojny w r. 1831 zapatrywał się, jako na środek zainteresowania
sprawą powstania ludu, stało się następnie wytyczną
jego wierzeń patryotycznych i przekonań demokratycznych.
Że tak było, świadczy o tem najpierwsza
na emigracyi Janowskiego czynność. Emigracyą zwało się
w czasach owych wychodźtwo polskie we Francyi: była to nazwa
specyalna, techniczna niejako - nazwa, której w Rosyi na piśmie i w mowie
ustnej wygłaszanie surowo było zakazanem. Janowski do grona tej
emigracyi przybył pod koniec roku 1831; w roku następnym w
miesiącu styczniu, pod przybranem nazwiskiem w charakterze Alzatczyka (do
stolicy Francyi wyjątkowo jeno wpuszczano wychodźców polskich), zjawił
się w Paryżu i w połowie marca w tymże roku podpisał
akt założenia Towarzystwa Dem. Polskiego, którego cel, wyzwolenie
Polski, opierał się na zadaniu: uwolnienia i uwłaszczenia
włościaństwa. Cel polityczny łączył się
ściśle z zadaniem społecznem, a cel i zadanie zlewały
się w jedno nierozłączne w przekonaniu demokratycznem. Zadaniu i
celowi temu tej demokracyi polskiej, której gwiazdą przewodnią
był posunięty do fanatyzmu niemal patryotyzm,
poświęcił się Janowski duszą i ciałem.Dla Polski
żył, Polską oddechał, pragnąc, ażeby ona za wzór
państwom i narodom służyła. Warunek, pod którym
doskonałość taką oślepnąć mogła,
widział nie w czem innem, jeno w demokracyi.
Tu miejsce o demokracyi tej, służącej
obecnie za przedmiot dyskusyi - jak ją poprzednio nazwałem -
akademickiej, słówko rzec. Osobistość Janowskiego,
służąca mi za model do sylwety niniejszej, w sam raz się ku
temu nadaje.
Był on fanatykiem patryotyzmu, jakoteż
fanatykiem demokracyi: świadczą o tem liczne artykuły pióra jego
w polskich i francuskich dziennikach zamieszczane, oraz broszury i
tłumaczenia na polskie z języków obcych.*
W fanatyzmie patryotycznym równych sobie miał
dużo - mnóstwo. W emigracyi z roku 1831 z trudnością
znalazłby się osobnik, któryby za ojczyznę, "za byt jej i
chwałę", na stosie z ochotą spalić się nie
dał.
W fanatyzmie demokratycznym znajdowali się mu
równi; przewyższający go atoli chybaby się odszukać nie
dał. Był on w Demokracyi skrajnym - nieprzejednanym... i takim
pozostał do śmierci.
Na czem skrajność, na czem
nieprzejednaność jego polegała?
Na wstępie do sylwety niniejszej
zaznaczyłem, że Janowski akt założenia Tstwa D. P.
podpisał wespół z sześcioma zapewne mieszczanami (o
pochochodzenie mieszczańskie posądzać można Rettla, Kraitsira,
Slepikowskiego) i z piętnastu szlachcicami.
Na innym, ważniejszym, bo zasady
stawiającym, akcie, na Manifeście Tstwa D. P., opublikowanym w roku
1838, podpisali się członkowie świeżo uchwalonego pod
nazwą Centralizacyi zarządu towarzystwa w liczbie ośmiu (powinno
było być dziewięciu). Śród podpisów tych stosunkowo
powiększyła się ilość mieszczan - chłop
pozostał zawsze sam i podpis swój nakreślił na ostatku.
Towarzystwo Demokratyczne liczyło wówczas członków 1.135. Była
to mniej więcej jedna piąta wychodźtwa politycznego, które
wyemigrowało w r. 1831 i przedstawiało wszystkie stany i wszystkie
klasy społeczeństwa polskiego w stosunkn takim, w jakim na gruncie, w
Polsce, stany owe i klasy pozostawały do oświaty. Lud rolny, na
gruncie najliczniejszy, ogarniała ciemnota i na emigracyi, klasy tej
przedstawicieli znajdowało się mało; więcej stosunkowo
było nieszlachty tj. tej klasy, której później miano
"inteligencyi" nadanem zostało, a do której, obok
urzędników i oficyalistów prywatnych, wchodzili mieszczanie i pewien
drobny procent żydów; najliczniej przedstawiała się szlachta. Ze
szlachty wyłącznie prawie składało się najliczniejsze,
umiarkowane stronnictwo, Zjednoczenie. Wylącznie szlachta otaczała
patryarchę arystokracyi polskiej, księcia Czartoryskiego. Na pięć
tysięcy głów w emigracyi nie było jej chyba mniej niż cztery
tysiące. W Tstwie Demokr., biorąc proporcyę wedle
założycieli i corocznych składów Centralizacyi, wypada, że
szlachcice, po przyłączeniu się zwłaszcza w r. 1846
Zjednoczenia, stanowili członków 3 najmniej.
Janowskiego to nie zrażało. Towarzystwo D. P.
różni dla rozmaitych opuszczali powodów: Adam Gurowski dla panslawizmu*,
Leonard Rettel dla towianizmu, Michał Czajkowski dla kozactwa,
Bolesław Gurowski dla infantki hiszpańskiej, inni dla innych nie
znanych powodów. Janowski powinien był je opuścić wraz z Zenonem
Świętosławskim dla gminy Humań lub Grudziądz,
wyznających skrajny, w połączeniu z katolicyzmem, socyalizm i
uznających rzeź humańską za zasłużoną niebios
karę. Nie uczynił tego. Nie zachwycał się za niewyzwolenie
ludu Konstytucyą 3-go Maja, co jego skrajność demokratyczną
potęgowało, ale potęgowało wedle Manifestu Towarzystwa D.
P., któremu się nigdy na jotę nie sprzeniewierzył.
Znamiennem to jest ze względu na to, że ta
demokracya stara, obecnie lekceważona trochę, cechuje pięknem
ludowem, nadając jej ,,eo ipso" znaczenie narodowe i rozleglejsze od
tego, jakie jej przyznaje nowoczesna krytyka dorywcza.
Co do narodowości demokracyi, to -
rozpatrując ją z punktu ogólnego - żaden właściwie
naród do wynalazku jej przyznawać się nie może. Datuje ona od
czasów niezawodnie przedhistorycznych, towarzysząc kształtowaniu
się społeczeństw ludzkich. Narodową staje się,
dzięki przystosowywaniu. Społeczeństwa kształtowały
się wedle jednej i tej samej modły, dlatego w przystosowywaniach
demokracyi zachodzą podobieństwa ogólne i różnice
szczegółowe: podobieństwa, podsuwające jednym posądzania
jej o naśladownictwo, różnice, upoważniające drugich do
przyznawania jej oryginalności narodowej.
A do pewnej, w znacznej nawet części,
oryginalności ma ona w Polsce prawa nie mało. Skąd, jeżeli
nie z tkwiącej w duchu narodu idei demokratycznej, wzięło
się gminowładztwo szlacheckie? Co ją w
Słowiańszczyźnie wschodniej, zachodniej i południowej stłumiło,
jeżeli nic napastnicze w VII, VIII, IX i X wiekach podboje i zabory?...
Nie uległa im sama jeno Polska; za to na drodze obronnej
ukształtował się w niej stan rycerski, który gminowładztwo
zamknął w sobie i ulegając wzorom ościennym, odgrodził
się prerogatywami od ludu rolnego. Zaznacza to Manifest Towarzystwa D.,
nie wspominając jednak o ciągłości istnienia w łonie -
raczej w sumieniu - społeczeństwa polskiego idei demokratycznej,
przejawiającej się: w panowaniu Kazimierza W., przezwanego królem
chłopów, w ślubach Jana Kazimierza, w głosach uczonych i
kaznodziei (Frycz-Modrzewski, Piotr Skarga), w przykładach możnych
(Jan Tarnowski, hetman w. k.). Po półtora wiekowem - dzięki
skoszlawionemu wychowaniu, któremu w Polsce podległ "naród
polityczny" (szlachta) - obezwładnieniu umysłowem, przy
pierwszem z niemocy tej otrząsaniu się, idea demokratyczna
odżyła. W w. XVIII dużo już nazwisk, obok Andrzeja
Zamojskiego, Stanisława Małachowskiego, Józefa Wybickiego, Staszyca,
Kołłątaja, pojawia się na polu zabiegów o sprawiedliwość
społeczną. Działaczy coraz to przybywa. Sprawa ta wchodzi na
arenę parlamentarną i zajmuje poważne w publicystyce stanowisko.
W r. 1831 J. N. Janowski, najprzód sekretarz, następnie wiceprezes, pod
prezydenturą Lelewela, Towarzystwa Patryotycznego, redaktor "Gazety
Polskiej", był autorem, wespół ze współpracownikami
"Gazety", projektu założenia Towarzystwa uwłaszczenia
włościan, których sprawę w piśmie swojem stawiał i
bronił, celem "zainteresowania ludu wiejskiego w wojnie o
niepodległość".
Cel ten, zaznaczony na emigracyi r. 1832 przez J. N.
Janowskiego, z jego udziałem opracowany i ogłoszony r. 1836,
wytkniętym jest kilkakrotnie w owocu opracowania tego, w dziele
pamiętnem: w Manifeście Tow. D. P.
W jednym ustępie Manifest wskazując, że
usiłowania dotychczasowe odzyskania niepodległości
świadczą z jednej strony (ze strony szlacheckiej)o niemocy, z drugiej
(włościańskiej) "dowodzą niewygasłego w masach
uczucia swobód i gotowości do walki w miarę czynionych im obietnic i
nadziei".
W innym ustępie tłumaczy Manifest, że
gdyby po wybuchu powstania listopadowego, został przez "powszechne
socyalne usamowładnienie" zasilony pierwotny entuzyastyczny ruch
ludowy, nieuchronnym onego następstwem byłoby: "zapalenie
prawdziwie narodowej wojny, niewątpliwe zwycięstwo ojczystej
sprawy".
Dalej, po wymotywowaniu zasadniczego znaczenia
kastowej ogólnoludzkościowej, formuły demokratycznej:
"Wolność, równość, braterstwo", Manifest
konkluduje:
"Tak pojmujemy zasady, do których
urzeczywistnienia dąży dziś ludzkość. Na nich opieramy
przyszłe odrodzenie społeczności polskiej, w ich duchu nad
odzyskaniem niepodległego jej bytu pracujemy.
"Polska więc niepodległa i Polska
demokratyczna : oto cel stowarzyszenia naszego".
Z powyższego, kontrasygnowanego przez chłopa
rozumnego streszczenia wyznania wiary politycznej demokracyi emigracyjnej z r.
1831 wynika przedewszystkiem, że wyznanie to przenikała, że je
cechowała i że mu, niby gwiazda przewodnia przyświecała,
przewodniczyła Ojczyzna - wolna i
niepodległa Polska w granicach przedrozbiorowych z r. 1772. Bo i o tem
Manifest nie zapomina.
Owa przeto demokracya narodowa stara nie
zapomniała o tem, o czem nie zapomina, stanowiąca podłoże
zasadnicze Ligi Nar. demokracya narodowa nowa: o państwowości
polskiej.
We względzie tym pomiędzy demokracya
naszą z lat trzydziestych wieku XIX a demokracya z końca tegoż
wieku i początku XX nie zachodzi różnica żadna. I ta narodowa i
tamta narodowa, a ta nie od dziś, ani od wczora - narodowa w tej mierze, w
jakiej narodowemi są demokratę francuskii, niemiecka, włoska,
szwajcarska, amerykańska i inne.O różnicach zasadniczych, o
naśladownictwie mowy być nie może.
Różnic nie masz również we wstrętach do
przygodnych podporządkowywań demokracyi (ugodowość,
trójlojalizm, przymierza pseudouportunistyczne), oraz do najmocniej
antinarodowej i srodze w odniesieniu do sprawy polskiej występnej walki
klas.
Walki klas demokracya stara nie przypuszczała
nawet, jak niektóre kodeksy karne w starożytności nie
przypuszczały zbrodni ojcobójstwa.
Różnice?... - różnice zachodziły -
jedna zwłaszcza duża, tkwiąca w przekonaniu o "gotowości
mas ludowych do walki (o niepodległość ojczyzny) w miarę
czynionych im obietnic i nadziei".
Był w tem ogromy, kolosalny demokracyi starej
błąd przekonaniowy - błąd polegający na
nieznajomości psychologii mas ciemnych i na tej pewności, że w
razie ostatecznym środka uwolnienia i uwłaszczenia
włościaństwa nie chwyci się rząd zaborczy. Masy ciemne
nie są do wierzenia stronie słabszej pochopne, podejrzewając w
obietnicach jej podstęp. Rządy zaś nie skrupulizują w
przysposabianiu na dalszą metę i wywoływaniu wedle potrzeby walk
czy to narodowościowych, czy religijnych, czy klasowych, jak wypadnie -
jak się to praktykuje w pozostających pod ich kierownictwem i dozorem
szkołach ludowych, w uzależnionych od nich kościołach, w
momentach wymagających akcyi doraźnej pod postacią
stróżowania, szpiegowania, nie wykluczając rzezi (humańska,
tarnowska, sołowijowiecka i inne). Obecnie w przysposabianiu walki klas
rywalizuje rząd moskiewski z organizacyą socyalistyezną, która
może być pewną, iżby w razie, gdyby caratowi strajki i
zamachy na seryo zagroziły, uzyskałaby zaspokojenie domagań
się swoich, jak demokracya uzyskała wyzwolenie i uwłaszczenie
ludu, ale by nie uzyskała wyzwolenia dla Polski.
Demokracya emigracyi z r. 1831 - demokracya Jana
Nepomucena Janowskiego (pod jego sylweta uważałem za
właściwe podsunąć, jako tło do niej, treściwy
pogląd na demokracyę, w której on był postacią jedną z
najwybitniejszych)-grubo błądziła, licząc na lud nieuświadomiony. Przeliczyła się - i demokracyi "w
kajdanach urodzonej, w niewoli zrosłej", a rzetelnie patryotycznej,
polskiej, narodowej, pozostawiła w spadku po sobie przekaz błędu
tego naprawienia.
Czy Janowski na błędzie się
poznał? Przypuszczać można, że się poznał. Mam na
to dowody.
Osobiście zszedłem się z nim w r. 1858
i, jak się zdaje, uzyskałem od razu względy jego, które się
przedewszystkiem w ten przejawiły sposób, że na rok, czy na lat dwa
przed pięćdziesiątą Tow. D. P. rocznicą
zaproponował mi, abym, dla uczczenia rocznicy tej, historyę
Towarzystwa napisał. Brak materyałów, czasu i inne okoliczności
nie pozwoliły mi zadość życzeniu założyciela
Tstwa D. uczynić. Następnie, w r. 1882, w jednej przezemnie
napisanych broszurek wyraziłem się, że "jeden promień
światła do ludu wprowadzony wart dla nas walnej bitwy wygranej":
za wyrażenie to, wogóle ea ową broszurę, w liście
gorące przystał mi uznanie. Dowód treści zaczerpnę z listu,
jaki wystosował do mnie na niedługo przed śmiercią
swoją, zaszłą 5 lutego 1888 r. - list, ogłoszony w "W.
P. Słowie", nosi datę 14 grudnia 1887. Pochop do napisania listu
tego dało mu do wiadomości jego dochodzące nawoływanie do
zgody, jedności, solidarności. "Pochodzi to może -
słowa listu - z przewidywania, że dwaj, a może i wszyscy trzej
nasi ujarzmiciele na ziemi naszej mogą się wkrótce rozpierać z
sobą i że to może nam dać powód jakiej akcyi. Może to
także pochodzi z lepszego zrozumienia obowiązków względem kraju,
za który się z orężem w ręku walczyło i gotowym
było życie położyć, że zatem potrzeba mu
pozostać wiernym "usque ad finem." Bądź jak bądź
faktem jest, że ztąd i zowąd podnoszą się głosy
do ogólnego skupienia się w tych lub podobnych słowach: Zgoda,
jedność, solidarność! Pocieszający to objaw, bo
każdy tak się odzywający ma niewątpliwie na myśli losy
naszej ukochanej a nieszczęśliwej ojczyzny - Polski". Autor
wyjątku tego nie odzywałby się tak przed laty, kiedy
polemizował z arystokracyą za upieranie się przy utrzymywaniu
"stosunku patryarchalnego" pomiędzy szlachtą a ludem rolnym
i liczenia nie na naród własny, lecz na dyplomacyę we względzie
sprawy polskiej, kiedy karcił zawzięcie czartoryszczyznę za
częścią niedołężne, częścią
występne kierownictwo polityczncmi i wojennemi sprawami polskiemi w
czasach wojny r. 1831. Doświadczenie i rozmyśliinie wskazały mu,
że i on błądził, na lud ciemny licząc.
Widywałem go rzadko, aleśmy korespondowali
ze sobą. Odwiedziłem go raz w Juvisy, w zakładzie dla weteranów
polskich. Utraktował mnie śniadaniem w gargocie miejscowej. Przy
śniadaniu, słuchając zdań i opowiadań jego,
przypatrywałem się mu. Kaleką z przypadku zostawszy, na kulach
chodził; rysy oblicza regularne wyglądały niby z pod topora i, w
połączeniu z obchodzeniem się rubasznem, świadczyły o
pochodzeniu włośfiańskiem. W obcowaniu towarzyskiem umiał
być zajmującym i wesołym.
Do osobistości jego odnosi się fakt jeden,
tyczący się sympatyi francuskiej, jeżeli nie dla sprawy
polskiej, to dla wspomnień przeszłości minionej. Działo
się na pogrzebie Wiktora Hugo. Gdy zwłoki wielkiego poety do Panteonu
wniesiono, przed Panteonem uszykował się pułk dragonów i mimo
szeregów jazdy przeciągały jedne za drugiemi, składając
niesionemi na ich czele sztandarami hołd nieboszczykowi, korporacye
rozliczne. Z kolei nadeszła garstka ludzi, poprzedzona przez sztandar, za
którym toczył się wózek ręczny, a w wózku siedział kaleka.
Za pojawieniem się kaleki pod sztandarem, pułkownik salutował,
żołnierze w szeregach broń sprezentowali. Nikomu czci takiej nie
okazano. Kaleką był J. N. Janowski, sztandarem - sztandar polski.
|