|
SIEROTY
Czy widziałeś sieroty, co w nabrzmiałym
oku
Gwałtem budzą wesołość, a ta,
wysilona,
Na chwilę tylko błyśnie i po chwili
kona,
Zanurzając się w łoże chmurnego
obłoku?
Biedne dzieci! szczęśliwe, jeśli przy
nich czasem
Ktoś o zmarłych rodzicach napomknie
nawiasem,
Bo wtedy w młode serca taka lubość
płynie,
Jak w lilie, które zaraz otwierają usta,
Skoro promień słoneczny spod chmur się
wywinie.
Biedne dzieci! z was często zamożna rozpusta
Wyśmiewa się bezkarnie; a starsi tłumaczą,
Że to dobrze: "bo czemuż głupie
dzieci płaczą ?"
I znów wchodzi Wesołość, jak
gość nieproszony,
Lub jak polny fijołek zagmatwany w cierni,
Gdy zwiędną wkoło niego towarzysze
wierni,
A on drży,
patrzy, blednie, bo na wszystkie strony,
Dokąd tylko błękitnym
okiem dojrzeć może,
Wszędzie
wiją się, plączą, kolczyste obroże.
Lecz nie wszystkie
sieroty są tak nieszczęśliwe...
Ja widziałem
młodzieńca, co w okropnej nędzy
Dniem i nocą
pracował, by dostać pieniędzy,
Pieniędzy!
które swoim przeważnym ciążeniem
Przytrzymywały
jego matkę na tym świecie.
Teraz zaś
młody człowiek sam został, z wspomnieniem,
Że gdy matka
konała,
Jego czoło
uwiędłą ręką przeżegnała;
I tak mu było błogo jak po deszczu w lecie,
Lub jak gdyby przechodząc dotknął
się anioła,
Który wieczorem stawa przy wschodach
kościoła.
Widziałem jeszcze potem innego sierotę,
Jak w wygodnym powozie przebiegał ulice,
Śmiał się do wszystkich
głośno, miał rumiane lice
I różne cacka złote.
Lecz on nie był sierotą; on w języku
nowym
Nieutulonym w żalu się nazywa;
I tak to zwykle piszą w liście pogrzebowym,
Który krewnych, przyjaciół i znajomych wzywa.
Potem widziałem znowu młodego
człowieka,
Od którego tłum ludzi pobożnych ucieka,
A gdy ku niemu oczy obróci łaskawe,
To całej ciżby tłumne, stuoczne spojrzenie
On przyjmuje jak gdyby rzucone kamienie!
Bo on jest
dziecię nieprawe.
On, tymi
spojrzeniami wciąż kamienowany,
Czuje wszystkie i
mógłby policzyć, jak rany,
Więc gorzko
płacze.
A chociaż ma
rodziców, nie wie ich siedliska,
I nieraz bije czołem w pałac granitowy,
W którym nieznany ojciec na puchach spoczywa,
I nieraz z Losem wściekłe prowadzi rozmowy,
Gdy ten pięknie wschodzące nadzieje wyrywa.
Nieszczęśliwy! wpadł jako motyl do
mrowiska,
Co na próżno wytęża poszarpane
skrzydła,
Na próżno chce polepszyć to życie
tułacze,
Bo go zewsząd nieznane obiegły
straszydła,
I przy nim, na nim, siedzą,
Przed nim, za nim, się wleką,
I biedne ciało sieką,
I biedne życie jedzą.
W końcu spotkałem jeszcze dziwnego
człowieka,
Który po swych rodzicach nie nosił
żałoby,
Nie rozpaczał przy ludziach, nie chodził na
groby;
Lecz czasem tylko jego zapadła powieka
Przyjmowała do siebie promyczek wesela,
A ten tak blado, drżąco spod rzęsów
wystrzela,
Jakby się od księżyca nauczył
mrugania.
Ten człowiek od pierwszego z światem przywitania
Był bardzo nieszczęśliwy, ale się
nie zrażał,
Patrzył w niebo i, pełniąc swoje
obowiązki,
Na ziemię mało zważał.
On nawet w drobnych rzeczach był
prześladowany,
Jakby go los trefnisiem dla siebie uczynił;
On często cierpiał potwarz, choć nic
nie zawinił;
On, pragnąc zerwać różę, rwał
ostre gałązki...
Ten więc człowiek, sierota, od
nieszczęść ścigany,
Patrząc w górę, ze świętym
uśmiechem proroctwa
Mówił do mnie, że nie ma bynajmniej
sieroctwa!
Ja zaś jakoś niechcący ku niebu
spojrzałem,
A niebo było gwiaździste;
W gwiazdach więc tajemnicę tych słów
wyczytałem,
Bo one tam
wyraźne były, oczywiste;
Potem, gdy dusza
swego skosztowała chleba,
Nie mogłem
się już więcej oderwać od nieba,
Które mnie
wciąż ciągnęło silnym, wonnym tchnieniem.
*
I wtedy to ja,
wziąwszy mój łzawy różaniec,
Zmówiłem na
nim pacierz - potężnym milczeniem.
*
Teraz zaś,
widząc, słysząc tyle rzeczy nowych,
Do was biegnę,
wam prawdy przynoszę kaganiec,
Wam, biednym bladym
dzieciom z nabrzmiałą powieką,
Co samotne
jesteście w tłumach pogrzebowych,
I samotne musicie
patrzyć na to wieko,
Które tak silnie
serca wasze przyskrzypnęło,
Które przed wami
wszystko na świecie zamknęło!
O, wy jesteście
kwiatki, które Los szaleniec
Skręca,
plecie, usiadłszy na najświeższym grobie,
Skręca, przędzie i plecie na torturach
wieniec,
Aby nim dzikie skronie przyozdobić sobie.
|