|
MODLITWA
Przez wszystko do mnie
przemawiałeś - Panie,
Przez ciemność
burzy, grom i przez świtanie;
Przez przyjacielską
dłoń w zapasach z światem,
Pochwałą
wreszcie - ach! - nie Twoim kwiatem...
I przez tę rozkosz,
którą urąganie
Siódmego nieba
tchnąć się zdaje - latem -
I przez najsłodszy z
darów Twych na ziemi,
Przez czułe oko, gdy
je łza ociemi;
Przez całą
dobroć Twą, w tym jednym oku,
Jak całe niebo
odjaśnione w stoku!...
Przez całą
Ludzkość z jej starymi gmachy,
Łukami, które o
kolumnach trwają,
A zapomniane w proch
włamując dachy,
Bujnymi z nowa
liśćmi zakwitają.
Przez wszystko!...
Panie! - ja nie miałem
głosu
Do odpowiedzi godnej - i
- milczałem:
Błogosławionym
zazdrościłem stosu
I do Boleści
jak do matki drzałem -
I jak z
bliźnięciem zrosły w pół z Zapałem,
Na cztery strony
świata mając ramię,
Gdy
doskonałość Twą obejmowałem,
To, jedno słowo,
wyjąknąwszy: "kłamię",
Do niemowlęctwa
wracam...
Jestem znamię!...
Sam głosu nie mam,
Panie - dałeś słowo,
Lecz wypowiedziéć
któż ustami zdoła?
Przez Ciebie prochów
stałem się Jehową,
Twojego w piersiach
mam i czczę anioła -
To
rozwiąż jeszcze głos - bo anioł woła.
* * *
Od rezultatów mylnego
zamętu
Z kagańcem w
ręku do przyczyn zstępuje
Jak smutny
żeglarz po schodach okrętu,
Kiedy kotwicy
szuka... burzę czuje...
*
O! tak - WCIELONYM
skoro pogardzili,
Wcielenia wszelkie,
więc praca wszelaka -
Rwie się... a
jeżli przędzie się?... omyli!...
Wodę by lepiej
czerpać do przetaka -
*
Danajdom lepiej
byłoby na dobie
Zakasanymi
uwijać rękoma,
Bo chociaż
mogły pośpiewywać sobie:
"Toć
już zostaniem tak... nie wrócim doma!"
|