| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Cyprian Norwid Wiersze Wybrane IntraText CT - Text |
|
|
|
|
POŻEGNANIE
I z miłości, i z pieśni świat
się naigrawa, Żegnam was, o lube ściany, Skąd, dziecinne strzegąc łoże, Chrystus Pan ukrzyżowany Promieniami witał zorze. A i dzisiaj, choć dokoła Pasożytne pną się zioła, Z ziół i pustek krzyż brązowy Błogosławi mi na drogę. Ostatni to sprzęt domowy, Który jeszcze żegnać mogę -
Sprzęt domowy - i grobowy.
Żegnam także i was, szyby - Tęczowymi lśniące blaski; Do rodzinnej wy siedziby Tak potrzebne jak obrazki, I tak święte jak szkaplerze. Przez was pierwszy raz ujrzałem Wieś i niebo - przez was wierzę, I tak wierzę, jak widziałęm...
Wieś i niebo - dwa pojęcia, Które ranny brzask umila, Były dla mnie, dla dziecięcia, Jak dwa skrzydła dla motyla. Wsią i niebem żyłem cały, O nich skrzydła mi szumiały, A kłos zloty biorąc z ziemi, I kłos słońca, promień złoty, Wierzchołkami złączonemi W tajemnicze wiłem sploty, I bujałem nieugięty, I bujałbym tak na wieki, Lecz łza w swoje dyjamenty Zakowała mi powieki, I strąciła w przepaść nocy. A ciążyły te okowy, I ciążył mi chleb sierocy, Przełzawiony, piołunowy. Chleb sierocy, smutna dola, Opuszczony dom i rola - -
Potem Sfinks nauką zwany, Roztoczywszy obszar skrzydeł Hieroglifem zapisany, Do zgubniejszych gnał mię sideł A patrzyłem w skrzydła jego, Jako w zwój pargaminowy: Jak w rozwartą księgę złego, Tajemnymi litą słowy - - I dojrzałem słów ubóstwo Wśród czarnego głosek stada, Co jak wielkie kawek mnóstwo Boju myśli plac osiada, I odleci, a zostanie Blada kość i piasek blady, Smutne grzechu panowanie, Marna rzecz i marne ślady - Potem jeszcze świat wesoły, Bo wesołym się być mniema, I ci ludzie pół-anioły, Gdy aniołów całych nie ma - Potem jeszcze miłość czysta, Umarłego cień rycerstwa, Za-urocza i za-mglista, By w nią wierzyć - bez szyderstwa Potem jeszcze przyjaciele, Litościwi i oszczercę, Co na złe lub dobre cele Odważają się mieć serce: Ci i tamci równie biedni, Tym nad zwykłą stojąc rzeszą, Że gdy znudzi świat powszedni, Dokuczają albo cieszą, A to w snach przed-południowych Miło widzieć, w snach młodości, Że bez celów rachunkowych Użyczają chociaż złości - Biedni ludzie! niech im cnota Rozpromieni noc żywota...
Cóż więc jeszcze dodać mogę, Bym zapłakał, idąc dalej ? - Spojrzę oto na podłogę: Kędym pełzał, pełza Szalej; Kędym dumał, kwiat pamięci Lazurowym błyska okiem, Jak ci młodzi wniebo-wzięci, Migający za obłokiem; I krzyż tylko zerdzawiały Na wezgłowiu mchów zielonych, I te szczątki, co zostały Z szyb tęczowo-przepalonych; I ta myśl, i te wspomnienia, I weselszych przeczuć tysiąc, Zwitych w tęczę odrodzenia, Którą Twórca raczył przysiąc, I zaklinał się na Siebie, Że znów góry wyjrzą z głębi: A obłoki stały w Niebie, Jak trwożliwy rój gołębi - I świat cały się odradzał, I znów słońce wyszło z chmury, I znów księżyc się przechadzał, Łabędziowy, jasno-pióry - - Gdy zaś, wedle słów Jehowy, Siedmiobarwna Niebios wstęga, Jako świt popotopowy, Dotrzymuje, co przysięga, Może również - kto wie - może I ta moich przeczuć tęcza, Wysnowana w imię Boże, Uskuteczni, co zaręcza - Może - tak; lecz jeśli burza, Nim się jasne barwy sprzeda, Wszystkie Nieba pozachmurza, Które tylko są i będą - Jeśli nawet Sfinks nauki Marnym się okaże płazem, Mamże, w szare strącon bruki, Dla spokoju zostać głazem? Mamże, ojców tłocząc kości, Wołać głosem znikczemnienia: "Witaj mi, obojętności, Ideale doświadczenia!" Nie - choć piorun po piorunie Gorejące wstęgi wije, Ja w spienionych wałów runie Zakrwawioną pierś obmyję.
Pierś obmyję, lub rozbiję! -
Nim zaś z czuciem Haroldowem Cisnę się w to groźne morze, Przeżegnajcież starym słowem: "Szczęść ci. Boże!..." |
Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License |