|
IX. ZA
ZBŁĄKANYCH
1
Maleje, Panie,
maleje Twój naród,
Widomej
śmierci osłabia go zaród,
Duch jego siły
z ciałem się rozprzęża,
Toć łatwiej
u nas o karła - niż męża!
Niby nas wiele, a
jakżeż nas mało!
Wszystko się w
inną stronę rozleciało,
Twojego głosu prawie
nikt nie słucha,
Pękły ogniwa -
nie stało łańcucha!
Lud nasz, o Paniel co
wichrzy się spodem.
Dotąd się
jeszcze nie nazwał narodem,
Jak liść
jesienny zgromadzony w lesie,
Tam on ulata, gdzie
go wiatr uniesie.
Do obosiecznych
podobny on mieczy,
Kto nim zamachnie, wprzód
siebie kaleczy,
A straszne jego i śmiertelne cięcia,
Bo on ma siłę, choć siłę
zwierzęcia.
I jak łódź długo więziona w
przystani.
Zerwawszy łańcuch, buja po
otchłani
I skał nie pomna ukrytych pod wodą,
Zgubną swawolę nazywa swobodą,
Tak lud nasz wybiegł w bezdroża manowców,
A więc Ty,
Panie, coś strażą wędrowców,
Tę
łódź błądzącą do brzegu nakieruj,
My jej wioślarzem,
a Ty, Panie, steruj!
2
Inni znów, ślepą trapieni
bojaźnią,
Wrogu hołdują, z wrogiem się
przyjaźnią,
Jadem powolnym krąży w nich zepsucie,
Pycha w nich piątrzy, a trawią ich chucie.
Jeśli się
skruszą, to sercem niecałem,
Jeśli się
zerwą, to krótkim zapałem,
Niezdolni wznieść się do żadnej
ofiary;
Popchnięci, w przyszłość idą,
lecz bez wiary!
Słabe to
duchy! marne samoluby!
Syny to ciała,
frymarki, rachuby,
U nich to wielkie,
co stoi przed twarzą,
To tylko
ciężkie, co na dłoni zważą.
Kiedy ich matka z
grobu wstaje wskrześnie,
Oni
wołają: Za wcześnie! za wcześnie!
I każą
biednej aż do jutra czekać,
A sami
będą przed jutrem uciekać.
O Panie! oni
jeszcze nie zgubieni,
Ale
niełaską Twoją nawiedzeni,
O Panie! otchnij
ich potęgą słowa,
A jeszcze
życiem tryśnie pierś jałowa.
3
Tyś wielki, Panie! za
Twoim rozkazem,
Co było miękkim, staje się
żelazem,
Co było
ślepym, to przewidzą nagle,
Co było
niskim, puszcza skrzydeł żagle.
Tyś wielki,
Panie! na ruch Twego palca,
Zgubną moc
swoją traci jad padalca,
Dla głów
wyniosłych przepaść się otwiera,
A wiecznym
życiem spłonie, co zamiera!
|