|
X. CHORAŁ
1
Z dymem
pożarów, z kurzem krwi bratniéj,
Do Ciebie, Panie, bije
ten głos,
Skarga to straszna,
jęk to ostatni,
Od takich modłów bieleje
włos.
My już bez skargi
nie znamy śpiewu,
Wieniec cierniowy
wrósł w naszą skroń,
Wiecznie, jak pomnik
Twojego gniewu,
Sterczy ku Tobie
błagalna dłoni
2
Ileż to razy
Tyś nas nie smagali
A my, nie zmyci ze
świeżych ran,
Znowu wołamy:
"On się przebłagał,
Bo On nasz Ojciec,
bo On nasz Pan!"
I znów powstajem w
ufności szczersi,
A za Twą wolą zgniata nas wróg,
I śmiech nam
rzuca, jak głaz na piersi:
"A gdzież
ten Ojciec, a gdzież ten Bóg?"
3
I patrzym w niebo,
czy z jego szczytu
Sto słońc
nie spadnie wrogom na znak -
Cicho i cicho,
pośród błękitu
Jak dawniej buja
swobodny ptak.
Owóż w
zwątpienia strasznej rozterce,
Nim naszą
wiarę ocucim znów,
Bluźnią Ci usta, choć płacze
serce;
Sądź nas po sercu,
nie według słów!
4
O! Panie, Panie! ze
zgrozą świata
Okropne dzieje przyniósł nam czas,
Syn zabił matkę, brat zabił brata,
Mnóstwo Kainów jest pośród
nas.
Ależ, o Panie! oni
niewinni,
Choć naszą przyszłość
cofnęli wstecz,
Inni szatani byli tam czynni;
O! rękę karaj, nie
ślepy miecz!
5
Patrz! my w
nieszczęściu zawsze jednacy,
Na Twoje łono,
do Twoich gwiazd,
Modlitwą
płyniem jak senni ptacy,
Co lecą
spocząć wśród własnych gniazd.
Osłoń nas, osłoń ojcowską
dłonią,
Daj nam widzenie przyszłych Twych łask,
Niech kwiat męczeństwa uśpi nas
wonią,
Niech nas męczeństwa otoczy blask.
6
I z archaniołem Twoim na czele
Pójdziemy potem na wielki bój,
I na drgającym szatana ciele
Zatkniemy sztandar zwycięski Twój!
Dla błędnych braci otworzym serca,
Winę ich zmyje wolności chrzest;
Wtenczas usłyszy podły bluźnierca
Naszą odpowiedź: "BÓG BYŁ I JEST!"
|